Czy wiesz, co ukrywają Twoje kosmetyki?

Sięgamy po nie codziennie. Dają nam poczucie komfortu, wygodę i spokój. Antyperspiranty oraz dezodoranty przeciwdziałające poceniu się to kosmetyki, bez których trudno nam dziś wyobrazić sobie życie. Większość z nich skutecznie blokuje gruczoły potowe i zapobiega przykremu zapachowi – są szybkie, proste w użyciu i wygodne. Niestety jest to tylko jedna strona medalu. Spora część naszych kosmetyków, choć cenimy je za skuteczność, może mieć bardzo zły wpływ na nasze zdrowie.

 

Uważaj na aluminium

Glin – stopem tego pierwiastka jest aluminium – to jeden z trzech najpowszechniejszej występujących na naszej planecie pierwiastków. Posiada właściwości, dzięki którym jest bardzo chętnie wykorzystywany w przemyśle (m.in. przy produkcji samochodów). Jest lekki, wytrzymały i stosunkowo tani w pozyskaniu. Nic zatem dziwnego, że znalazł się również w orbicie zainteresowań koncernów farmaceutycznych.

Jako dodatek do kosmetyków z technicznego punktu widzenia sprawdza się znakomicie. Pozwala przede wszystkim ograniczyć wydzielanie potu. Niestety, tak się składa, że dla człowieka nie jest on dobry w większych ilościach. Głównie dlatego, że przenika do centralnego układu nerwowego, uszkadza tkanki mózgu i może prowadzić do rozwoju choroby nowotworowej.

Od lat można spotkać się z niepokojącymi doniesieniami na temat relatywnie wysokiej szkodliwości glinu. Badania pokazują, że jednym z głównych efekt długotrwałego stosowania kosmetyków z tym składnikiem przez kobiety jest rozwój komórek nowotworowych. Realnym zagrożeniem jest wystąpienie raka piersi.

 

Zagrożenie w sprayu

Nawet, jeśli na etykiecie naszego ulubionego kosmetyku, pośród składników, nie widnieje aluminium (lub glin), to nie możemy być w 100% spokojni. Sztyfty, żele, dezodoranty czy balsamy do opalania zawierają bowiem bardzo często sole tego pierwiastka. A ich nazwy nie zawsze muszą być dla nas jasne do rozszyfrowania. Zwróćmy szczególną uwagę takie pozycje, jak:

  • siarczek glinu,
  • chlorek glinu,
  • azotan glinu,
  • jodek glinu,
  • tetrahydroglinian litu,
  • ałun (ałun glinowo-potasowy).

 

Ten ostatni jest, zdaniem ekspertów, stosunkowo najmniejszym zagrożeniem dla naszego zdrowia. Warto jedna uważnie przyjrzeć się w ilu produktach z naszej domowej szafki występuje. Pamiętajmy, że substancje te nie tylko blokują ujścia gruczołów potowych i zapobiegają poceniu się, ale także uniemożliwiają wydostawaniu się z organizmu toksyn. Pot, chociaż generalnie niezbyt go lubimy, posiada sprecyzowane i istotne role do spełnienia. Przede wszystkim pozwala nam w łatwy sposób pozbywać się z ustroju toksyn i związków chemicznych o niekorzystnym wpływie.

Jeśli z poceniem się walczymy w nieodpowiedni sposób, to blokujemy możliwość oczyszczania organizmu z toksyn. Nie znajdują one drogi ujścia z organizmu i nadal wpływają destrukcyjnie na nasz ustrój. Aluminium, po zastosowaniu kosmetyku, pozostaje w naszym organizmie przez około dwa tygodnie. Przy regularnym stosowaniu niewłaściwych środków pielęgnacyjnych może być zatem obecne w ustroju non stop!

Czy jest to poważny problem? Bardzo! Przypomnijmy, że duże nagromadzeni szkodliwych substancji (których organizm nie może pozbyć się wraz z potem) może prowadzić do zachorowania na raka piersi. Jest także związane z występowaniem choroby Alzheimera.

 

 

Choroba Alzheimera a kosmetyki

Utrata pamięci, trudności z przetwarzaniem informacji, kurczenie się mózgu – zapominanie podstawowych faktów ze swojego życia, ogłupienie, trudności z zachowaniem jakichkolwiek funkcji poznawczych. To właśnie podstawowe objawy wystąpienia choroby Alzheimera. Jak wynika z licznych badań u osób, które zachorowały na tę chorobę stwierdza się ponadprzeciętnie dużą ilość aluminium w organizmie i… mózgu.

Uważa się, że obecność aluminium jest jednym z podstawowych warunków powstania, rozwoju i utrwalenia się choroby. Pierwiastek ten ma wpływać bowiem na degenerację neuronów i niszczenie całego układu nerwowego człowieka. W tym względzie okazuje się on zatem niezwykle niebezpieczny.

Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że aluminium można znaleźć… praktycznie wszędzie. Stwierdza się jego istotną obecność w wodzie pitnej, żywności czy ziemi. Jesteśmy niejako otoczeni przez tę substancję i tylko od nas zależy, czy i jak się przed nią ochronimy. O ile na przyswajanie go w wodzie i pożywieniu mamy relatywnie niewielki wpływ, to warto byłoby chociaż nie wcierać go w skórę.

 

Co robić?

Każdy z nas korzysta z kosmetyków – to zupełnie normalne we współczesnym świecie i trudno byłoby tego nie robić. Jest to kwestia dobrego samopoczucia, higieny, ale też presji społecznej. Wystarczy zaledwie jedno zerknięcie na reklamy telewizyjne, by zorientować się jak postrzegany jest pot. I to nie tylko ten pod pachami, ale także na plecach, czole lub karku. Twórcy reklam przedstawiają go jako rzecz obrzydliwą, budzącą odrazę, niechęć czy wręcz wstręt. My zaś chętnie na taki obraz rzeczy przystajemy.

Nie chcemy uchodzić za osoby brudne, śmierdzące czy budzące odrazę. I właśnie dlatego nikt z nas z kosmetyków raczej nie zrezygnuje. To dobrze. Warto o siebie dbać i stronić od niekomfortowych sytuacji. Należy jednak mieć przy tym na uwadze jedną, kardynalną zasadę: starajmy się nie rezygnować z jakości. Patrzmy na opakowania, czytajmy skład i analizujmy zagrożenie.

W dobie przetworzonej żywności, sztucznych tkanin i leków o podejrzanym składzie, warto uważnie dobierać nawet preparaty służące higienie. To może nam się tylko opłacić. Opakowanie, zapach, kolor czy nazwa nie mogą stanowić dla nas jedynego wyznacznika jakości produktu. Patrzmy zawsze na etykietę.

Więcej o zagrożeniu, jakie niosą ze sobą kosmetyki oraz sposobach na naturalne zamienniki kosmetyków przeczytasz w magazynie „Dr Medicus„. Naucz się chronić swój organizm niezależnie od interesu innych. Zacznij dbać o swoje zdrowie na własnych warunkach.