Czy powinniśmy obawiać się pączków?

Tłusty czwartek najczęściej oznacza długie kolejki w cukiernikach w całej Polsce. Tego dnia każdy z nas sięga po słodki wypiek z marmoladą  i chętnie robi sobie przerwę od dietetycznych postanowień. Nie ma w tym nic złego, zwłaszcza, że odmawianie sobie pączków w Tłusty Czwartek – wedle przesądów –  oznacza, że spotka nas pech. Warto więc pomóc szczęściu i zaspokoić ochotę na słodycze.

Szeroka gama smaków, wykwintne i tradycyjne nadzienia sprawiają, że ciężko jest powstrzymać się tego dnia od zjedzenia choćby jednego. Statystyki pokazują, że w tłusty czwartek każdy Polak zjada średnio około trzech pączków.

Wartość odżywcza pączków

Kiedy myślimy o pączkach, zazwyczaj widzimy drożdżowe ciasto z bardzo słodkim nadzieniem, smażone na głębokim oleju. Niestety, ma to niewiele wspólnego ze zdrowym posiłkiem.

Ciasto wyrabiane jest z białej mąki, a to oznacza węglowodany. Głęboki tłuszcz to źródło niebezpiecznych tłuszczów trans. Chociaż ciężko odmówić sobie pączków warto pamiętać, że to ciężkostrawny przysmak i masa pustych kalorii. Jednak nie ma nic złego w tym, że sięgniemy po pączka raz na jakiś czas.

Jeśli liczysz kalorie to prawdopodobnie nie ucieszy Cię fakt, że jeden pączek, to około 220 kcal. Pamiętaj jednak, że nadzienie owocowe dostarczy ich nieco mniej  niż popularne w ostatnim czasie toffi, budyniowe czy czekoladowe.

Na to zwróć uwagę!

Tradycyjne wypieki z białej mąki różnią się od siebie jakością. Te sprzedawane w supermarketach to wypieki zawierające substancje spulchniające, konserwujące, mnóstwo barwników i emulgatory. Znajdź w swojej okolicy cukiernię, w której kupisz świeży wypiek. Będzie znaczniej lepszej jakości – bez chemicznych ulepszaczy. Cena odgrywa dużą rolę. Warto dołożyć kilka złotych, by cieszyć się prawdziwym smakiem i aromatem tradycyjnych pączków. Zrezygnuj także z lukru, cukru pudru i kolorowych posypek –  im więcej kolorów i cukru, tym więcej kalorii i tym mniejsza wartość samego posiłku.

Rodzaje pączków

  1. Pączek polski – jest u nas absolutnym faworytem. Na stałe wpisał się w naszą tradycję i po niego najchętniej sięgamy. Powstaje z ciasta drożdżowego, najczęściej z różanym lub owocowym nadzieniem. Często polany lukrem.
  2. Pączek hiszpański – powstaje z ciasta parzonego, przypomina gniazdo i nie ma nadzienia (może być znacznie lepszym wyborem, jeśli chcesz uniknąć dodatkowych kalorii).
  3. Donut – przywędrował ze Stanów. Powstaje z ciasta drożdżowego i przypomina polską oponkę. Mimo, że nie ma nadzienia, zastanów się zanim po niego sięgniesz. Donut to zazwyczaj duża ilość barwionego lukru i kolorowych posypek.
  4. Pączek berliński – jest bardzo podobny do pączka polskiego. Warto jednak pamiętać, że ten rodzaj pączka ląduje w tłuszczu jedynie na kilkadziesiąt sekund. Są znacznie mniej tłuste i można je rozpoznać po białej otoczce.

Zdrowa alternatywa dla pączków

Osoby, które dbają o swoje postanowienia lub z przyczyn zdrowotnych nie mogą sięgnąć po tradycyjny wypiek, wcale nie muszą rezygnować z tego smakołyku. Pączki z kategorii „fit” oraz te bez glutenu i słodkiego nadzienia zyskują coraz większą popularność. Podobnie jak pączki „z piekarnika”. To znacznie zdrowsza alternatywa niż pączki smażone na głębokim tłuszczu. Taki wypiek jest mniej kaloryczny, ciężkostrawny i tuczący. Smakiem nie ustępuje tradycyjnym wypiekom. Nie ma w tym absolutnie nic złego – świadomość tego, czym karmimy nasz organizm to droga do zdrowia, o którą zawsze warto dbać.

Pomimo, że tradycyjne pączki to ogromna ilość pustych i bezwartościowych kalorii, w ten jeden dzień w roku można odłożyć dietę na bok i zaspokoić podniebienie słodkim przysmakiem. Oczywiście warto też odejść od statystyk i zamiast trzech pączków, zjeść jednego. Przy regularnej aktywności fizycznej i zdrowej diecie, jeden pączek nie spowoduje spustoszenia w organizmie i nie zaszkodzi zdrowiu. Jeden długi spacer pomoże pozbyć się dodatkowych kalorii.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o zdrowym trybie życia, planujesz zmiany, ale brakuje Ci inspiracji, zajrzyj do magazynu „Dr Medicus”. Znajdziesz w nim porady dotyczące zdrowia, nauczysz się rozpoznawać sygnały wysyłane przez organizm i dowiesz się jak prawidłowo na nie reagować. Poznasz szokujące fakty na temat praktyk środowiska medycznego, wielkich koncernów farmaceutycznych i producentów żywności.

Buduj wiedzę i świadomość z magazynem „Dr Medicus”, dołącz do społeczności, która nie daje się oszukiwać. Zadbaj o siebie i swoich bliskich!

Nie każda sól jest zła – po którą warto sięgnąć?

Ciężko wyobrazić sobie gotowanie bez użycia soli (dodajemy ją nawet do kanapek). Mimo że bardzo często słyszymy o jej szkodliwym wpływie na zdrowie, niechętnie z niej rezygnujemy. Jest najpopularniejszą przyprawą. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, że tak naprawdę to sód zawarty w soli jest sprawcą całego zamieszania wokół tej przyprawy.

Sód – czy jest się czego obawiać?

Sód jest zdecydowanie pierwiastkiem niezbędnym do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Odpowiada za właściwy poziom nawodnienia organizmu, wpływa na układ nerwowy, mięśnie, reguluje ciśnienie krwi. Zarówno jego niedobór, jak i nadmiar w organizmie może zagrażać naszemu zdrowiu a nawet życiu. Coraz popularniejsza staje się debata nad tym, który rodzaj soli jest najzdrowszy. Warto poznać różne możliwości, aby wybrać najlepszą opcję dla siebie.

Sól himalajska

Jest dobrze rozpoznawalna ze względu na swój charakterystyczny, różowy kolor. Wydobywa się ją w Pakistanie. Właściwie jest niemal identyczna jak sól kłodawska. Jej atutem jest jod – zawiera go więcej niż sól morska. Można więc stwierdzić, że biorąc pod uwagę zawartość chlorku sodu w soli himalajskiej, jej najmocniejszą stroną jest marketing. Wiele osób kojarzy ją jako najzdrowszą. Bardziej jednak pasuje do niej określenie „najczystsza”, gdyż nie zawiera ona zanieczyszczeń i wydobywana jest ręcznie.

Sól kłodawska

Po sól kłodawską warto sięgać ze względu na wysoki stopień czystości. Może spokojnie konkurować z solą himalajską. 97% składu to chlorek sodu. Występują w niej także inne pierwiastki, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Kupując sól kłodawską warto zwrócić uwagę na opakowanie – sól w opakowaniach do 1 kg, zgodnie z przepisami podlega jodowaniu. Sól kłodawską lepiej więc kupić w opakowaniach większych, aby otrzymać produkt w pełni naturalny.

Sól kuchenna warzona

Każdy z nas ma ją w kuchennej szafce. Jest to sól kamienna, która została oczyszczona w procesie warzenia. Warzenie polega na płukaniu oraz odparowywaniu wody. Pozwala to pozbyć się gorzkiego posmaku oraz uzyskać śnieżnobiały produkt o bardzo intensywnym smaku. Właśnie ze względu na smak tak chętnie po nią sięgamy. Zawiera ponad 99.9% chlorku sodu. Warto mieć na uwadze, że taka sól nie zawiera innych – bardzo cennych – składników mineralnych. Ze względu na ubogi skład i wysoką zawartość chlorku sodu, to przed jej nadmiarem w diecie regularnie ostrzegają dietetycy. Brak zawartości mikroelementów tworzy z niej produkt nie tyle bezużyteczny dla organizmu, co po prostu niebezpieczny (jeśli jest spożywany w nadmiernych ilościach).

Sól morska

Ma szerokie spektrum zastosowań. Można ją porównać z solą kuchenną. Ich wpływ na organizm człowieka jest podobny. Łatwo się domyślić, że sól morska powstaje w wyniku odparowania wody morskiej. Wiele osób kojarzy ją głównie z zabiegami spa. Najczęściej sięgamy po nią podczas relaksacyjnej kąpieli. Jednak ze spożywaniem tej soli wiąże się też pewne zagrożenie. To mikroplastik, który sieje spustoszenie w naszych organizmach. Ponad 450 milionów ton odpadów plastikowych na dnie oceanów to prawdziwy zamach na zdrowie i życie nie tylko zwierząt morskich, ale też ludzi. Niestety często o tym zapominamy. Sięgając po sól morską – oprócz chlorku sodu i niewielkiej ilości składników mineralnych – dostarczamy swojemu organizmowi drobinki plastiku.

Jeść czy nie?

Spożywanie soli w nadmiernych ilościach może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych (m.in. do nadciśnienia i zatrzymywania wody w organizmie). Jeśli oprócz chlorku sodu i cennych mikroelementów, dostarczysz organizmowi odrobinę plastiku, to ta niepozorna przyprawa stanie się tykającą bombą. Pamiętaj, że większość produktów jakie spożywasz w ciągu dnia ma ją w swoim składzie. Przyprawiając dodatkowo dania nieświadomie narażasz się na niebezpieczeństwo. Dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na sól wynosi 1 gram. Warto mieć to na uwadze podczas przygotowywania posiłku.

Przyprawy mają wiele cennych właściwości. Mogą łagodzić objawy przeziębienia, działać przeciwbólowo, a nawet chronić przed rakiem. Chcesz wiedzieć więcej o naturalnej i zdrowej żywności? Sięgnij po magazyn „Dr Medicus” – to kompendium wiedzy na temat naturalnych terapii zdrowotnych i Twój osobisty przewodnik po zdrowym stylu życia. Nie pozwól się oszukiwać – chroń swoje zdrowie!

Kuchenka mikrofalowa: jak korzystać, żeby sobie nie zaszkodzić?

Kuchenka mikrofalowa to urządzenie, z którego chętnie korzystamy. Jest w każdej kuchni i pracowniczej stołówce, a nawet w restauracji. Oszczędza czas i energię, jest pomocna i ekonomiczna. Pozwala szybko przygotować dowolny posiłek. Nie da się ukryć, że ma wiele zalet. Jednak jej używanie wciąż budzi kontrowersje. Wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dużo błędów można popełnić podczas odgrzewania obiadu w kuchence mikrofalowej.

Czy kuchenka mikrofalowa niszczy zdrowie?

To główne pytanie, z jakim należy się zmierzyć jeśli chcemy korzystać z tego urządzenia. Z jednej strony samo działanie kuchenek nie jest niczym nadzwyczajnym, opiera się na zamianie energii elektrycznej w fale elektromagnetyczne. Te z kolei sprawiają, że cząsteczki żywności obracają się, ścierają ze sobą i wydzielają ciepło. Można to porównać do ogrzewania zmarzniętych dłoni – aby wytworzyć ciepło najczęściej pocieramy jedną dłoń o drugą.

Wiele osób, które mówią o szkodliwości kuchenek mikrofalowych, nie posiada specjalistycznej wiedzy, przez co przedstawiają je jak tykającą bombę atomową. Tymczasem każda kuchenka mikrofalowa posiada specjalny panel, który zapobiega wydostaniu się promieniowania poza kuchenkę. Dodatkowo należy podkreślić, że fale te można porównać do fal świetlnych albo radiowych, więc daleko im do wywołania katastrofy jądrowej.

Jedno jest pewne: samo przebywanie w jednym pomieszczeniu z kuchenką i poruszanie się w jej pobliżu, gdy odgrzewa jedzenie, nie jest szkodliwe. Oczywiście warunek jest jeden – kuchenka mikrofalowa musi być sprawna, a warunki bezpieczeństwa, o których wspomina producent, powinny być zachowane.

Żywność przetworzona i kuchenka mikrofalowa – związek idealny?

Tutaj kontrowersji jest znacznie więcej. Należy zastanowić się jakie jedzenie trafia do kuchenki mikrofalowej. Na rynku dostępna jest żywność, której opis wprost wskazuje na to, że jest przystosowana do odgrzania w kuchence mikrofalowej. Zazwyczaj są to produkty wysokoprzetworzone. O szkodliwości takiego jedzenia nie trzeba nikogo przekonywać. Długotrwałe sięganie po przetworzoną żywność sieje spustoszenie w organizmie. Zaczyna się ogromnym spadkiem energii i odporności, a może skończyć się nawet chorobą nowotworową.

Toksyczne opakowania

Chyba nie ma osoby, która wybierze tradycyjne przygotowanie popcornu, podczas gdy w domu ma kuchenkę mikrofalową, a w sklepie gotowy produkt. Im więcej chemikaliów zawiera opakowanie żywności, tym więcej toksyn przeniknie do pożywienia podczas gotowania. Zwłaszcza, że wysokie temperatury ułatwiają tę migrację.

Osoby, które nie mają czasu na przygotowanie sobie domowych posiłków, często kupują żywność w styropianowych pojemnikach. Taki pojemnik wraz z obiadem trafia do kuchenki mikrofalowej i w ten sposób dochodzi do skażenia żywności. Choć nie ma badań, które potwierdzają wysoką szkodliwość takiego działania, dla bezpieczeństwa warto przełożyć jedzenie na zwykły talerz i dopiero wtedy podgrzać.

Ten sam problem dotyczy popularnych plastikowych pojemników. Nawet jeśli samodzielnie przygotujesz pełnowartościowy posiłek, włożenie go do kuchenki mikrofalowej w plastikowym pojemniku to zły pomysł, który może Cię kosztować nawet utratę zdrowia.

Uwaga na bakterie

To niezwykle istotna kwestia. Jeśli chcesz odgrzać obiad, który jest upieczony czy wysmażony – nie ma najmniejszego problemu. Przełóż go do szklanego lub ceramicznego naczynia (przeznaczonego do używania w kuchence mikrofalowej) i odgrzej do wymaganej temperatury. Jeśli natomiast chcesz przygotować żywność, która jest zmrożona, dla własnego bezpieczeństwa lepiej wybrać inny sposób przyrządzania posiłku.

Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku, pamiętaj, że jedzenie z poprzedniego dnia poprzedniego to siedlisko wielu bakterii, z którymi kuchenka mikrofalowa po prostu sobie nie poradzi. Dzieje się tak, ponieważ jedzenie w mikrofali jest odgrzewane  nierównomiernie.

Utrata wartości odżywczych

Oczywiście kuchenka mikrofalowa nie jest wyjątkiem. Wręcz przeciwnie. Minuta ogrzewania w kuchence mikrofalowej, powoduje dużo większą utratę wartości odżywczych niż tradycyjne przygotowanie posiłku. Każdy producent powinien przede wszystkim poinformować konsumenta o tym, że urządzenie nie nadaje się do podgrzewania np. mleka matki. Pozbawia je właściwości, które wzmacniają dziecięcą odporność.

Korzystaj z umiarem!

Jak każde urządzenie, począwszy od telefonu, a skończywszy na laptopach, tak i kuchenki mikrofalowe powinny być używane z umiarem. Przetworzona żywność przygotowywana z pomocą mikrofali powinna być wyjątkiem a nie regułą.

Od lat poruszany jest temat szkodliwości kuchenek mikrofalowych. Właśnie dlatego zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest postawienie na zdrowy, tradycyjnie przygotowany posiłek. Kiedy jednak decydujesz się na posiłek z kuchenki mikrofalowej, zadbaj o odpowiednie opakowanie, aby nie spożywać niebezpiecznych chemikaliów.

Jeżeli ten temat Cię zainteresował, koniecznie zajrzyj do magazynu „Dr Medicus”. Znajdziesz w nim informacje o zdrowym trybie życia, nauczysz się rozpoznawać i reagować na popularne dolegliwości, poznasz naturalne i bezpieczne metody zapobiegania chorobom. Znajdziesz szokujące fakty na temat praktyk producentów żywności i wielkich koncernów farmaceutycznych oraz środowisk medycznych. Nie pozwól się oszukiwać! Zacznij chronić siebie i osoby, które kochasz!

Pestycydy, czyli jak nieświadomie się trujesz

Jabłka o błyszczącej skórce, soczyste pomidory, pachnące ogórki czy apetyczne winogrona często kuszą nas na sklepowych półkach. Niekiedy nie możemy się powstrzymać i próbujemy ich jeszcze w sklepie lub tuż po powrocie do domu. Z przyjemnością wgryzamy się w soczysty miąższ nie myśląc o konsekwencjach. A te mogą być naprawdę poważne – szczególnie, jeśli nie umyliśmy owocu lub warzywa przed zjedzeniem

Często wydaje nam się, że myjąc owoce czy warzywa pozbywamy się „zarazków”. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zarazki to najmniejszy problem: na owocach i warzywach znajdziemy coś znacznie groźniejszego: pestycydy.

Owoce na pokaz

Wiele osób nie ma pojęcia o tym, jak bardzo niebezpieczne może być spożywanie nieumytych warzyw i owoców. Pestycydy to syntetyczne substancje, które mają chronić uprawy. Sprawiają, że produkty rolne wyglądają nienagannie. Zazwyczaj po taki towar sięgamy najchętniej. Idealny wygląd warzyw i owoców decyduje o tym, że trafiają do naszego koszyka. To ogromny błąd, który może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu! Naturalnie uprawiane warzywa i owoce nie mają idealnego kształtu czy koloru, wręcz przeciwnie – mogą sprawiać wrażenie, że są słabej jakości.

Pestycydy są bezwonne i nie mają smaku, więc nie sposób ocenić, czy dany produkt je zawiera. Jeśli natomiast widzisz kosz pełen jabłek, które mają idealny kolor i kształt to prawdopodobnie taki owoc jest pestycydową bombą. Takie produkty zdecydowanie nadają się bardziej na wystawę w warzywniaku niż do spożywania.

Groźne pestycydy

Badania dowodzą, że pozostałości pestycydów mogą zwiększać ryzyko pojawienia się raka. Niektóre pestycydy wywołują raka piersi oraz płuc. Inne środki, zwane fosforoorganicznymi, mogą przyczynić się do zachorowania na białaczkę lub raka jajnika.

Co ciekawe (i jednocześnie przerażające) pestycydy są równie groźne dla mózgu. Środki owadobójcze mogą przyczynić się do powstawania nieodwracalnych zmian w mózgu oraz ośrodkowym układzie nerwowym. Skutkiem może być nawet choroba Parkinsona.

Mimo że dostęp do produktów w pełni ekologicznych i zdrowych jest coraz większy, wciąż barierą są kwestie finansowe. Za pełnowartościowe produkty trzeba płacić więcej. W supermarkecie koszt kilograma jabłek może być nawet kilka złotych niższy niż w ekologicznym warzywniaku. Na szczęście istnieją sprawdzone i bezpieczne sposoby, aby szybko i skutecznie usunąć pestycydy z warzyw i owoców.

Bieżąca woda

Nie ma łatwiejszego i szybszego sposobu na oczyszczenie warzyw lub owoców niż umycie ich pod bieżącą wodą. Badania ankietowe wykazują jednak, że większość z nas po prostu opłukuje produkt bez zwracania uwagi na dokładność tej czynności.

To duży błąd, ponieważ aby usunąć ok. 80% resztek pestycydów należy dokładnie obmyć, a najlepiej wyszorować całą powierzchnię warzyw i owoców. Niestety są owoce, które wymagają nawet trzykrotnego obmycia, aby faktycznie pozbyć się toksyn. Należą do nich jabłka, śliwki, brzoskwinie i winogrona.

Ocet

Najskuteczniejszą metodą na pozbycie się toksyn z warzyw i owoców jest zanurzenie ich w wodzie z octem. Wystarczy wymieszać litr wody z łyżką dowolnego octu i moczyć produkty przez około 5 minut. Później należy je dokładnie obmyć pod bieżącą wodą.

Soda oczyszczona

Można zrobić z niej roztwór i postępować dokładnie tak samo, jak w przypadku octu z wodą lub użyć jako naturalnego peelingu dla warzyw i owoców. Tę drugą metodę warto zastosować, gdy się spieszymy i nie mamy 5 minut na to, aby przygotować produkty do spożycia. Wystarczy łyżeczkę sody rozetrzeć na owocu (podobnie jak w przypadku wcierania peelingu w skórę) i obmyć dokładnie pod bieżącą wodą.

Sól

W tym przypadku postępujemy dokładnie tak, jak w przypadku octu. Dwie łyżeczki soli i litr ciepłej wody zadziałają podobnie. Wystarczy około 5-10 minut moczyć w niej warzywa i owoce, a następnie dokładnie obmyć pod bieżącą wodą.

Świadomość tego, jak niebezpieczne są pestycydy mają głównie alergicy – ich organizm jest szczególnie czuły na wszelkiego rodzaju toksyny. Wiedza na temat tego, co jemy może uratować nam życie. Często rezygnujemy z owoców i warzyw z upraw organicznych ze względów finansowych. Warto jednak pomyśleć, jakie będą konsekwencje jedzenia niemytej żywności zawierającej pestycydy i groźne toksyny.

Chcesz skutecznie chronić swój organizm przed niepożądanymi skutkami bezmyślnego trybu życia? Koniecznie zajrzyj do magazynu „Dr Medicus”. Zobacz, jak zapobiegać chorobom i naturalnie pozbyć się różnych dolegliwości. Nie pozwól się oszukiwać producentom leków i żywności – sam zdecyduj, co jest dla Ciebie najlepsze. W kwestii zdrowia nie warto iść na kompromis: wybierz naturalne i sprawdzone metody, które nie zagrażają Twojemu zdrowiu i życiu!

Barwnik E120, czyli koszenila. Czy należy się jej bać?

Większość produktów spożywczych na sklepowych półkach jest przetworzona i zawiera mnóstwo niebezpiecznych składników. Zdarza się, że na widok „E” na etykiecie produktu, odstawiamy go na półkę i szukamy towaru z lepszym składem. Zwracamy uwagę nie tylko na obecność konserwantów czy wzmacniaczy smaku, ale i barwników. Wiele osób zwyczajnie się ich boi. Czy słusznie? Przyjrzyjmy się jednemu z najpopularniejszych barwników, który odpowiada za czerwony kolor słodyczy, jogurtów, soków i wielu innych produktów. Czym jest koszenila i czy zagraża naszemu zdrowiu?

Czerwiec kaktusowy – meksykański owad

Koszenila nazywana jest też karminą lub kwasem karminowym. Pozyskuje się ją z wysuszonych oraz zmielonych czerwców kaktusowych, czerwców armeńskich, czerwców polskich lub kermes. Jest chętnie wykorzystywana, ponieważ charakteryzuje się dużą odpornością temperaturę oraz światło.

W europejskich warunkach konsumowanie owadów wciąż jest czymś egzotycznym. Warto wiedzieć, że te małe robaki są na szeroką skalę wykorzystywane w przemyśle spożywczym. Produkty zawierające koszenilę są więc nieodpowiednie zarówno dla wegan, jak i dla wegetarian.

Koszenila i jej wpływ na zdrowie

W każdym produkcie barwniki mają taką samą rolę: poprawiają wygląd produktu i zwiększają jego atrakcyjność. Koszenila występuje w wielu produktach spożywczych, głównie w: sosach, jogurtach, lodach, gumach do żucia, słodyczach, przetworach owocowych, ciastach, syropach, a także w napojach (alkoholowych i bezalkoholowych).

Obecna jest także w wielu kosmetykach, znajdziemy ją m.in. w cieniach do powiek, tuszach do rzęs i szamponach. Mimo że jest składnikiem naturalnym, jej stosowanie wciąż budzi spore kontrowersje.

Może uczulać!

Niestety na przestrzeni lat wzrosła liczba osób, które po koszenili dostawały silnej reakcji alergicznej (to odpowiedź na obecność salicylanów). Astmatycy zmagali się z napadami duszności. Badania wykazały, że to właśnie ten z pozoru bezpieczny barwnik jest przyczyną groźnych dolegliwości. Niebezpieczne dla tych osób są zanieczyszczenia, które niestety zawiera ekstrakt kwasu karminowego. Mogą one wywoływać katar sienny, pokrzywkę, a w skrajnych przypadkach prowadzić do wstrząsu anafilaktycznego.

Od 10 lat producenci żywności mają obowiązek informować konsumentów o obecności tego barwnika w produkcie spożywczym.

Pozytywny aspekt

Badania dowodzą, że dla człowieka zdrowego, który nie cierpi z powodu alergii czy astmy, barwnik E120 nie jest szkodliwy. Dzienne spożycie, które mieści się w granicach normy nie przekracza 5mg/ kg masy ciała. To bardzo dużo i trudno by było taką dawkę przekroczyć.

Uwaga na E124!

Koszenilę, która jest barwnikiem naturalnym bardzo łatwo można pomylić z czerwienią koszenilową. To barwnik E124 jest barwnikiem syntetycznym, który znajduje się na liście składników niebezpiecznych. Sięgając po produkt spożywczy, należy uważnie czytać etykietę.

Jest składnikiem zupek w proszku, owoców konserwowych, a nawet popularnych wśród dzieci cukierków pudrowych. E124 uwalnia histaminę, zwiększając tym samym ryzyko astmy. Badania dowodzą, że może działać rakotwórczo, wpływać negatywnie na funkcjonowanie nerek, a nawet przyczyniać się do bezpłodności.

Od kiedy temat alergii staje się coraz popularniejszy, większą uwagę zwraca się na to, co trafia do koszyka. Instytucje międzynarodowe ustalają regulacje, które mają pomóc konsumentom w tych codziennych i trudnych wyborach. Lista produktów spożywczych, które będą mogły zawierać koszenilę jest coraz krótsza.

Jeżeli temat zdrowia nie jest Ci obojętny, koniecznie zajrzyj do magazynu „Dr Medicus”. Tutaj żadna choroba nie jest tematem tabu. W trosce zdrowie Twoje i Twoich bliskich, ujawniamy kłamstwa wielkich koncernów farmaceutycznych i producentów żywności. Poznasz domowe i bezpieczne sposoby na wiele popularnych dolegliwości i schorzeń. Odnajdziesz inspiracje dotyczące zdrowego trybu życia. Świadomość i wiedza, jaką zbudujesz, pozwoli Ci kompleksowo zadbać o organizm. Nie daj się dłużej oszukiwać, zadbaj o siebie i tych, których kochasz!

Licz kalorie z głową – jak jeść, żeby schudnąć?

Wszyscy wiemy, że aby schudnąć należy ograniczyć ilość spożywanych kalorii. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę ich spalanie. Brzmi banalnie i w teorii każdy zna ten mechanizm bardzo dobrze. Problem jednak pojawia się, gdy zasadę należy wprowadzić w życie. Kilka wskazówek pomoże Ci zgłębić temat efektywnego odchudzania, a liczenie kalorii przestanie być uciążliwą praktyką.

Kalorie nie takie straszne

Regularne posiłki i umiarkowana aktywność fizyczna – to klucz do utraty niechcianych kilogramów. Warto jednak pamiętać, że jeśli chcemy schudnąć, ilość spożywanych kalorii musi być niższa niż ilość kalorii spalonych. Nadmiar kalorii jest magazynowany w postaci tłuszczu. Dlatego, gdy spożywasz dużo kalorii i nie włączasz do swojego trybu życia regularnego trening, tyjesz.

To co trafia na Twój talerz ma decydujący wpływ na Twój wygląd i samopoczucie, dlatego:

Dopasuj ilość kalorii do potrzeb organizmu

Znajdzie się wiele osób, które podważą słuszność liczenia kalorii, jednak badania nie pozostawiają złudzeń. Niezależnie od trybu życia, należy dostarczać organizmowi tylko tyle kalorii, ile potrzebuje. Ich ilość musi być dopasowana do ilości aktywności fizycznej, wagi, płci, a nawet wieku.

Jeżeli nie uprawiasz sportu zawodowo, a nadwaga nie wiąże się z żadną chorobą, możesz samodzielnie obliczyć ilość potrzebnych kalorii. W tym celu można skorzystać z kalkulatorów dostępnych w sieci, które zaoszczędzą nie tylko Twój czas, ale i pieniądze.

Wyklucz żywność przetworzoną

Przetworzone produkty to największe zagrożenie dla Twojego zdrowia. Podnoszą poziom cholesterolu, co skutkuje miażdżycą i problemami z sercem. Na dodatek sprzyjają tyciu. Żywność typu fast food zawiera całą masę cukru i tłuszczu – a więc dużo kalorii.

Czytaj etykiety

Podczas zakupów zwróć uwagę nie tylko na kaloryczność produktu, ale także na jego skład. Im bardziej naturalny produkt ląduje na talerzu, tym zdrowiej dla organizmu.

Rozpisz plan posiłków na cały tydzień

Dzięki temu uda Ci się wyeliminować zbędne przekąski, które powodują zwiększenie bilansu kalorycznego diety. Stwórz listę zakupów na cały tydzień, a posiłki przygotuj samodzielnie w domu. Zaoszczędzisz przy tym pieniądze i mnóstwo czasu, jaki poświęcasz na codzienne wizyty w sklepie.

Pozbądź się niezdrowej żywności

Jeżeli chcesz konsekwentnie dążyć do celu i osiągać założone efekty, musisz pozbyć się wszelkich pokus, które masz w kuchennych szafkach czy lodówce. Cukierki, batoniki, czekolady zastąp zdrowymi przekąskami. Postaw na owoce i warzywa!

Wybierz dla siebie program treningowy

Wybierz program, który wskaże, ile kalorii stracisz podczas treningu. Zbyt mała ilość spożywanych kalorii może powodować wykończenie, przetrenowanie i niechęć do dalszych zmian, a przy tym zrujnować organizm. Dobra dieta współgra z treningiem.

Stopniowo podnoś poprzeczkę

Organizm musi przyzwyczaić się do zachodzących zmian. Postawienie poprzeczki zbyt wysoko już na początku zniechęca i wywołuje frustrację. Nie narzucaj zbyt dużego tempa. Zrezygnuj z niezdrowych przekąsek i stopniowo wprowadzaj nowe wyzwania.

Poza tym, przy gwałtownych zmianach w bilansie kalorycznym i narzuceniu aktywności fizycznej, organizm może odmówić posłuszeństwa. Złe samopoczucie nie zwiastuje niczego dobrego. Zmiany muszą być motywujące, ale przede wszystkim bezpieczne!

Liczenie kalorii wywołuje złe skojarzenia. Większość z nas ma wtedy przed oczami listę wyrzeczeń. Ważne jest, aby racjonalnie zarządzać swoim dniem i planować każdy posiłek. Zmiany wymagają zazwyczaj poświęcenia czasu i uwagi.

Kalorie – nie warto się ich bać!

Kalorie to wyłącznie miara energii, jaka jest potrzebna każdemu z nas do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Oprócz ilości kalorii, ważny jest skład produktów i ich pochodzenie. To wszystko sprawia, że posiłek staje się wartościowy i daje odpowiednią ilość energii na kilka kolejnych godzin.

Jeżeli:

  1. Twoim postanowieniem jest zmiana trybu życia na zdrowszy
  2. Chcesz zgubić zbędne kilogramy, a świadomość tego, co trafia na Twój talerz jest dla Ciebie ważna
  3. Chcesz wiedzieć, co ochroni Cię przed niebezpiecznymi praktykami wielkich koncernów farmaceutycznych i producentów żywności…

…koniecznie zajrzyj do magazynu „Dr Medicus”. W czasach, kiedy zdrowie schodzi na dalszy plan, warto samodzielnie zadbać o kondycję organizmu. Nie daj się oszukiwać – działaj, póki nie jest za późno!

Jak chipsy rujnują Twój organizm

Chipsy to ulubiona przekąska dzieci, ale i wielu dorosłych. Sięgamy po nie podczas spotkń ze znajomymi, sensów przed TV, a czasem… z nudów. Chrupanie chipsów jest przyjemne i wciągające. Choć są smaczne, mogą poważnie zaszkodzić naszemu zdrowiu. Dlaczego są tak niebezpieczne? Oto cała prawda na temat chipsów!

Trucizna w paczce

Jak wiemy skład chipsów pozostawia wiele do życzenia. Co znajdziemy w tej chrupiącej przekąsce? Najczęściej akrylamid, który powstaje podczas procesu długotrwałego smażenia. To szczególnie niebezpieczna substancja: według badań może wywoływać raka u ludzi. Ale to nie wszystko – akrylamid zwiększa też ryzyko miażdżycy i zawału. Co ciekawe, pieczone chipsy zawierają nawet 3 razy więcej akrylamidu od tradycyjnych, smażonych chipsów.

Kolejnym szkodliwym związkiem w chipsach jest dobrze znany glutaminian sodu (E621). Ten powszechnie stosowany wzmacniacz smaku i zapachu wywołuje m.in. depresję, padaczkę, bóle mięśni i stawów, zaburzenia mowy, zaburzenia gospodarki hormonalnej, wymioty, skurcze żołądka, wysypki skórne, zaburzenia widzenia czy napady niepokoju.

Oprócz tego w składzie chipsów znajdziemy sztuczne aromaty, a także popularny regulator kwasowości – syntetyczny kwas cytrynowy (wg niektórych badań substancja ta wpływa niekorzystnie na układ nerwowy człowieka).

Nie tyko skład…

Chipsy nie mają żadnych wartości odżywczych – za to znajdziemy w nich całą masę soli i tłuszczu (w 100 g paczce może być nawet 40 g czystego tłuszczu!). Oleje roślinne wykorzystywane do produkcji chipsów pod wpływem smażenia w wysokiej temperaturze przekształcają się w szkodliwe tłuszcze trans. Są one poważnym zagrożeniem dla naszego zdrowia. Tłuszcze trans podnoszą poziom cholestrolu, zwiekszają ryzyko chorób serca, cukrzycy i otyłości. Przez dużą zawartość tłuszczu chipsy są najbardziej kaloryczną przekąską (mogą mieć nawet 500 kcal w 100 g).

Ciężko wyborazić sobie chipsy bez soli – to właśnie ona podkreśla smak tej niezdrowej przekąski. Dzienna zalecana ilość soli to 5 g (płaska łyżeczka), a paczka chipsów zawiera jej nawet kilka-kilkanaście razy więcej. Warto pamiętać, że nadmiar soli poważnie szkodzi zdrowiu: zatrzymuje wodę w organizmie, obciążka nerki i podnosi ciśnienie krwi.

Co jeszcze znajdziemy w paczce chipsów? Wbrew pozorom nie tylko powietrze. Nie bez powodu w opakowaniu jest mało chipsów – paczki są „napompowane” azotem, który pozwala utrzymać świeżość produktu do momentu otwarcia paczki.

Chrupiące uzależnienie

Chipsy to tylko niewinna przekąska? Nic z tych rzeczy. Są silnie uzależniające – to właśnie dlatego sięgamy po nie raz po raz, aż zjemy całą paczkę. Nie da się skończyć na kilku, a jedzenie chipsów wciąga bardziej niż oglądanie serialu. Nawet jeśli nie jesteś głodny, już po jednym kęsie masz ochotę na więcej. To przez ich wyrazisty smak, który w dużej mierze jest mieszanką soli i tłuszczu.

Naukowcy od dawna próbują odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chipsy są tak uzależniające. Przeprowadzone przez nich badania wykazały, że dźwięk chrupania podczas jedzenia chipsów sprawia ogromną satysfakcję. Uzależnienie od słonych przekąsek jest równie powszechne w przypadku dzieci, jak i osób dorosłych.

Czym zastąpić chipsy?

Całkowita rezygnacja z chipsów może być trudna, ale jest konieczna. Te słone i kaloryczne przekąski poważnie zagrażają naszemu zdrowiu. Zdrową alternatywą dla chipsów ze sklepu będą domowe chipsy z warzyw i owoców. Do ich przygotowania można wykorzystać:

Warzywa: ziemniaki, cukinię, bataty, jarmuż, buraki, marchewkę, pietruszkę, seler

Owoce: banany, jabłka, gruszki, truskawki

Przygotowanie takich chipsów jest proste i tanie – każdy może zrobić je w domu. Wystarczy cienko pokroić warzywa lub owoce (nie trzeba ich obierać), dodać przyprawy (sól, pieprz, oregano, chili, cynamon) i oliwę (tylko do chipsów warzywnych). Tak przygotowane chipsy krótko pieczemy w piekarniku lub suszymy w suszarce do grzybów. Gotowe chipsy przechowujemy w szczelnie zamkniętym pojemniku, żeby zachowały chrupkość.

Chcesz wiedzieć więcej o zdrowym odżywianiu? Przeczytać o najnowszych odkryciach medycyny naturalnej? Dowiedzieć się, jak bezpiecznie zwalczać choroby? Sięgnij po czasopismo „Dr Medicus” i nie pozwól sobie odebrać tego, co najcenniejsze – Twojego zdrowia!

Cukier – jak zabija Twoje zdrowie?

Mimo że o cukrze mówi się, że to „biała śmierć”, każdego roku statystyczny Polak spożywa go aż 40 kilogramów. Problem polega na tym, że nawet jeśli bardzo chcielibyśmy wyeliminować cukier z naszej diety, nie zrobimy tego całkowicie, bo jest on dodawany do wielu produktów (wędlin, makaronów, napojów, sosów). Oto zgubne skutki nadmiernego spożycia cukru.

Zaburzenia funkcjonowania układu nerwowego

Nadmierne spożycie cukru może prowadzić do poważnych zaburzeń związanych z funkcjonowaniem mózgu. Badania wykazały, że mogą to być przede wszystkim problemy z pamięcią. To jednak nie koniec: cukier często bywa przyczyną depresji. Jak to możliwe? Cukier hamuje aktywność hormonu BDNF (jego niski poziom można zauważyć u osób chorych na depresję). Cukier pogłębia stany depresyjne u osób z zaburzeniami psychicznymi, a na dodatek ma niekorzystny wpływ na nastrój.

Problemy z sercem

Właściwy poziom cukru we krwi jest niezwykle istotny dla zdrowia i prawidłowego funkcjonowania serca. Otóż hiperglikemia, czyli wysokie stężenie cukru we krwi, może skutkować uszkodzeniem mięśnia sercowego. Mało tego, tak zwana „biała śmierć” znacznie zwiększa poziom cholesterolu, który jest przyczyną miażdżycy, a także podnosi ciśnienie krwi.

Cukier szkodzi wątrobie

Jak powszechnie wiadomo, nadmiar cukru w diecie często prowadzi do nadwagi. Oznacza to, że jego nadmiar odkłada się w ciele w postaci tkanki tłuszczowej. Problem jest o tyle poważny, że tkanka ta odkłada się także w jamie brzusznej. To z kolei może przyczynić się do zawału serca czy też udaru mózgu.

Uwaga na przewód pokarmowy

Nadmierne spożycie cukru może skutkować zwiększeniem rozwoju grzybów występujących w przewodzie pokarmowym. Chodzi tutaj o grzyby zwane Candida albicans. To z kolei prowadzi do infekcji grzybiczych w całym organizmie. Mogą one zaatakować chociażby jamę ustną. Ponadto grzyby te wytwarzają z cukru alkohol, co przekłada się na różnego rodzaju dolegliwości gastryczne.

Wpływ cukru na zęby i kości

Nie bez powodu wysokie spożycie cukru związane jest z problemami dotyczącymi uzębienia. Mianowicie, cukier powoduje wypłukiwanie z organizmu wapnia, który jest budulcem kości oraz zębów. Jego spożycie sprzyja również rozwojowi bakterii odpowiedzialnych za rozwój próchnicy. Nic więc dziwnego, że dentyści zalecają ostrożność w spożyciu słodyczy, a także mycie zębów po każdym posiłku, szczególnie po zjedzeniu słodkich przekąsek.

Znużenie i zmęczenie

Jeżeli ciągle czujesz się znużony i zmęczony, może to oznaczać, że spożywasz za dużo cukru. Rafinowany cukier wywołuje nagły wzrost energii, ale jej poziom równie szybko spada, co z kolei prowadzi do zmęczenia i senności. Warto mieć tego świadomość sięgając po kolejny batonik w ciągu dnia. Efekt jego spożycia może okazać się bowiem odwrotny od oczekiwanego.

Trudno jest wyobrazić sobie życie bez cukru, zresztą nie jest to możliwe ze względu na powszechność jego występowania w różnych produktach. Jednak nawet jeśli do tej pory spożywaliśmy go w nadmiarze, zawsze możemy zmienić nasze nawyki żywieniowe. O tym jak to zrobić przeczytasz w najnowszym numerze magazynu „Dr Medicus”. Nie czekaj, wprowadź do swojego domu zdrowe nawyki już teraz!

Parówki – czy to jeszcze jedzenie?

Są tanie i smaczne, można je kupić w każdym sklepie. Chętnie podaje się je dzieciom, wiele osób zjada je na śniadanie lub kolację. Chociaż kuszą swoim wyglądem i zapachem, nie mają nic wspólnego ze zdrowym, wartościowym posiłkiem. Parówki – bo o nich mowa – mogą poważnie zaszkodzić naszemu zdrowiu. Co się w nich kryje?

Parówki (bez)mięsne

Mogłoby się wydawać, że popularne parówki są przysmakiem mięsnym (w teorii to drobno zmielona wędlina). Nic bardziej mylnego: w większości produktów rzeczywista zawartość mięsa wynosi poniżej 50% (zgodnie z normami unijnymi parówki powinny zawierać minimum 50% mięsa). Niektóre parówki dostępne w sklepach w ogóle nie mają w swoim składzie mięsa – zamiast tego znajdziemy w nich MOM (mięso oddzielone mechanicznie) i MDOM (mięso drobiowe oddzielone mechanicznie). W zależności od produktu wkład mięsny w takiej postaci może stanowić nawet 90%! Surowcem wykorzystywanym do produkcji MOM są:

  • tuszki drobiowe

  • szyje

  • skrzydła i grzbiety (po usunięciu mięśni)

  • skóry

  • kawałki ścięgien

  • kości i chrząstki

Niektórzy producenci posuwają się jeszcze dalej: w swoich zakładach mielą zwierzęta (głównie świnie) w całości. Wszystkie części są rozdrabniane i przeciskane przez sita, następnie miesza się je w specjalnym bębnie z wodą, przyprawami i konserwantami. Do masy wpompowuje się powietrze i przekłada się ją do osłonek – tak przygotowane parówki trafiają do sklepów, a potem na nasze talerze. Warto pamiętać, że w świetle unijnych przepisów, MOM nie jest mięsem a odpadem. Dodawanie go do żywności jest zabronione, ale w naszym kraju można go legalnie stosować. Kosz produkcji takiego surowca jest niski – to produkt, który nie posiada żadnej wartości odżywczej, dlatego nie powinny go spożywać osoby starsze, dzieci i osoby na diecie.

Chemiczne dodatki do smaku

Parówki to nie tylko „mięso”. W ich składzie nie brakuje też chemicznych dodatków w postaci:

  • konserwantów (azotyn sodu, glutaminian sodu)

  • polepszaczy smaku (cytrynian sodu, glukoza)

  • przeciwutleniaczy (forforany)

  • barwników (koszenila, kwas karminowy)

  • substancji żelujących (karagen)

Wymienione dodatki to emulgatory, czyli substancje, których zadaniem jest poprawa smaku, koloru i konsystencji produktów. Każdy z nich spełnia inną rolę: fosforany i substancje żelujące wiążą wodę i powodują, że białko pęcznieje – dzięki temu po zjedzeniu parówki dłużej towarzyszy nam uczucie sytości). Przeciwutleniacze sprawiają, że mięso nie szarzeje, a barwnik nadaje im charakterystyczny, różowy kolor. Konserwanty przedłużają trwałość parówek, a błonnik poprawia ich konsystencję i sprawia, że są zwarte. Wiele z tych składników powoduje alergię, prowadzi do otyłości, chorób serca i rozwoju nowotworów.

Tanie wypełniacze

Kolejnym składnikiem parówek są tanie i łatwo dostępne wypełniacze, takie jak:

  • woda

  • sól

  • cukier

  • skrobia ziemniaczana

  • kasza manna

  • białko sojowe

  • białko wieprzowe

Choć wypełniacze nie są tak niebezpieczne jak chemiczne dodatki warto na nie uważać. Parówki mogą zawierać duże ilości soli i cukru, a przecież tego właśnie najbardziej staramy się unikać kupując produkty spożywcze. Skrobia ziemniaczana w ilości 2% na pewno nam nie zaszkodzi, ale większa zawartość procentowa tego składnika powinna obudzić naszą czujność (może to oznaczać, że dany produkt ma zły skład, a taki dodatek sztucznie poprawia jego konsystencję).

Parówki – jeść czy nie?

Zjedzenie parówek raz na jakiś czas raczej nam nie zaszkodzi, ale warto dobrze przemyśleć zakup takiego produktu, żeby wybrać najlepszą opcję. Na co zwracać uwagę?

  • Skład czytaj etykiety i sprawdzaj, jaka jest zawartość mięsa w danym produkcie (jeśli produkt zawiera MOM zrezygnuj z zakupu). Dobre parówki to takie, które mają ok 70-90% mięsa. Nie kupuj parówek z długim składem (im dłuższy skład, tym większe ryzyko, że dodano do nich chemiczne polepszacze).

  • Nazwa – „parówki z indykiem” to nie to samo, co „parówki z indyka” (w tych pierwszych zawartość procentowa mięsa z indyka może nie przekraczać 1%). Nie daj się nabrać na sztuczki producentów: parówki „tradycyjne” czy „domowe” to tylko chwyt marketingowy sugerujące, że produkt jest dobrej jakości.

  • Opakowanie – parówki z kolorowym opakowaniem przeznaczone dla dzieci mają wywoływać przekonanie, że są lepsze i zdrowsze od innych parówek, ale to nieprawda. Parówki dla dzieci często zawierają MOM, dlatego przed zakupem lepiej zajrzeć do etykiety. Niektórzy producenci umieszczają na opakowaniach parówek zdjęcia sera czy papryki sugerujące, że znajdziemy te produkty w składzie (w rzeczywistości ser czy paprykę mogą naśladować aromaty i ekstrakty przypraw, a prawdziwa zawartość tych produktów jest śladowa).

  • Forma sprzedaży – zdecydowanie bezpieczniej jest kupować parówki w opakowaniu niż te sprzedawane na wagę. W przypadku tych drugich nie mamy pewności jaki jest ich skład i data przydatności do spożycia (jeśli już je kupujemy, warto zapytać o to sprzedawcę).

Parówki nie należą do wartościowych produktów – można po nie sięgnąć raz na jakiś czas, ale nie powinny zastępować zdrowej żywności w naszej diecie. Naturalne produkty mają wiele cennych właściwości – dowiedz się, co jeść żeby być zdrowym, świetnie się czuć i młodo wyglądać! Sięgnij po magazyn „Dr Medicus” i już teraz wprowadź zmiany w swoim życiu – Twój organizm Ci za to podziękuje!

Sztuczki producentów żywności. Też dajesz się nabrać?

Nikt nie lubi być oszukiwany, ale jako konsumenci codziennie jesteśmy narażeni na kłamstwa ze strony producentów żywności. Ile razy wracałeś do domu z poczuciem satysfakcji po zrobionych zakupach, a potem okazywało się, że znowu dałeś się nabrać? Dowiedz się, jakie sztuczki stosują producenci żywności i jak się przed nimi bronić!

Bez cukru, ale… z cukrem

To jeden z najczęstszych trików stosowanych przez producentów żywności. Cukier w składzie jest umieszczany na dalszej pozycji tak, by wydawało się, że jest go mniej w danym produkcie. Niestety, to tylko chwyt marketingowy – rzeczywista zawartość cukru może być nawet 3 razy większa! Jak to możliwe?

Producenci dobrze wiedzą, że cukier się nie sprzedaje, dlatego stosują jego zamienniki. Fruktoza, glukoza, dekstryna, syrop kukurydziany, ekstrakt słodu jęczmiennego – to wybrane nazwy, pod którymi „ukrywa się” cukier. Wiele osób nie ma świadomości, że cukier w produktach spożywczych może występować pod 40 różnymi postaciami! Jeśli w składzie znajdziemy kilka z nich to z całą pewnością cukru jest więcej niż deklaruje producent.

Równie powszechne jest stosowanie słodzików takich jak aspartam czy acesulfam K, które są nawet kilkasetkrotnie słodsze od cukru. Nadmierne spożycie sztucznych substancji słodzących może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. Jak nie dać się oszukać? Warto zwracać uwagę na tabelę wartości odżywczych, gdzie podana jest dokładna informacja o zawartości cukru w 100 g produktu.

Problem z nazwą

Jak najłatwiej oszukać konsumentów? Manipulując nazwami produktów – nazwa to pierwsza rzecz, na którą zwracają uwagę klienci. Większość popularnych czekolad w ogóle nie powinna być nazywana czekoladą: to wyroby czekoladopodobne (nie zawierają kakao, mają za to mleko w proszku, olej palmowy, masę cukru i konserwantów).

Podobnie jest z jogurtami owocowymi, w których zamiast dużych kawałków malin, wiśni czy truskawek, znajdziemy śladowe ilości owoców lub nie znajdziemy ich wcale (zastępują je aromaty owocowe i cukier). Niektóre produkty dostępne w sklepach „udają” ser lub masło – do ich produkcji wykorzystuje się tańszy tłuszcz roślinny zamiast mlecznego.

Ogromną popularnością wśród konsumentów cieszy się zdrowa żywność, a producenci sprytnie to wykorzystują. By zachęcić ludzi do zakupu umieszczają na opakowaniach wyrażenia sugerujące ekologiczne pochodzenie produktu, np. „z naturalnych źródeł”, „z ekologicznie czystych rejonów”. Warto pamiętać, że określenie „organiczny” czy „naturalny” w nazwie produktu wcale nie musi oznaczać, że jest on ekologiczny i zdrowy. Przed zakupem lepiej dokładnie przeczytać jego skład.

„Ukryte” niebezpieczeństwo

Kolejna sztuczka producentów to ukrywanie niebezpiecznych związków pod niewiele mówiącymi nazwami. Takie składniki nie wzbudzają niepokoju,konsumenci nie wiedzą, co naprawdę kryje się pod ich nazwami. Niewinnie wyglądający składnik oznaczony jako E621 to nic innego jak popularny glutaminian sodu – niezwykle szkodliwy wzmacniacz smaku. Z kolei pod oznaczeniem E407 znajdziemy karagen: zagęstnik do żywności o działaniu rakotwórczym. W składzie produktów często można znaleźć też „azotyn sodu”. Jego nazwa nie wzbudza podejrzeń, ale składnik ten wywołuje m.in. nowotwory mózgu, jelita i trzustki.

Kalorie na cenzurowanym

Producenci wiedzą, że wiele osób zwraca uwagę na kaloryczność kupowanych produktów. Wysoka liczba kalorii na opakowaniu skutecznie odstrasza od zakupu, dlatego sprzedający stosują sprytny zabieg. Podają ilość kalorii w jednej porcji produktu (np. w 100 g) – jeśli dany produkt ma 300 g to liczbę zawartych w nim kalorii należy pomnożyć przez 3. Dużą kaloryczność mają takie produkty jak słodkie napoje gazowane, słodycze i chipsy, których jedzenie zazwyczaj nie kończy się na małej porcji. Nieuważne czytanie etykiet na produktach może sprawić, że będziemy pochłaniać więcej kalorii niż zamierzaliśmy.

Sztuczki producentów żywności – jak nie dać się oszukać?

  • Czytaj skład – naucz się czytać etykiety i rozpoznawać szkodliwe składniki. Im krótszy skład tym lepiej. Pamiętaj, że składniki na etykiecie są wymienione
    malejąco (to oznacza, że tych umieszczonych na początku jest w składzie najwięcej).

  • Porównuj produkty – nie tylko pod kątem cen, ale i składów. W sklepach kupisz dżem zrobiony z 30 lub 50 g owoców, sok zawierający 1% lub 24% owoców. Wybieraj wartościowe produkty: na dobrym jedzeniu nie warto oszczędzać.

  • Pomyśl, zanim kupisz – zakupy powinny być przemyślane i zaplanowane. Nie sugeruj się ładnym opakowaniem i wymyślną nazwą. Kupuj sprawdzone
    produkty i sięgaj tylko po to, czego rzeczywiście potrzebujesz.

  • Nie kupuj w pośpiechu – pośpiech to zły doradca nie tylko na zakupach. Robiąc zakupy na chwilę przed zamknięciem sklepu nie wybierzesz niczego
    wartościowego. Poświęć na zakupy trochę czasu – w końcu chodzi o Twoje zdrowie!

Producenci żywności szukają coraz nowych sposobów na zachęcenie konsumentów do zakupu. Stosują różne sztuczki, żeby zwiększyć zyski ze sprzedaży swoich produktów. Nie daj się oszukać – Twoje zdrowie może na tym poważnie ucierpieć. Chcesz wiedzieć więcej o nieuczciwych działaniach koncernów spożywczych? Sięgnij po najnowszy numer magazynu „Dr Medicus„. Nie pozwól zniszczyć swojego zdrowia!