Niemieckie produkty = lepsza jakość?

Wiele osób uważa, że produkty dostępne za zachodnią granicą są lepsze od tych, które można kupić w kraju. Wśród Polaków funkcjonuje przekonanie, że „chemia z Niemiec” z jakichś powodów pierze i czyści lepiej niż środki dostępne w Polsce. Właśnie dlatego chętnie sprowadzamy chemię, słodycze czy inne produkty od sąsiadów. Kupujemy je też od polskich sprzedawców, którzy sprowadzają je z Niemiec, by sprzedawać na rynku polskim. Dlaczego, skoro ceny są takie same a często nawet wyższe?

Ponieważ produkty te naprawdę różnią się jakością! Dwa takie same produkty mogą różnić się zawartością na rynku w Europie Środkowo – Wschodniej i w Europie Zachodniej. Na przykład może zostać użyty inny rodzaj substancji słodzącej. Tańszy (a co często za tym idzie – również bardziej szkodliwy) zamiennik dodawany jest do produktów sprzedawanych na rynku polskim.

Najlepszym przykładem są chipsy. Sprzedawane na rynku niemieckim w składzie mają olej słonecznikowy. Chipsy sprzedawane w polskich sklepach są smażone na oleju palmowym, który zaliczany jest do szkodliwych tłuszczy. Jednak to nie wszystko: te same chipsy w Polsce zawierają glutaminian monosodowy (którego próżno szukać w paczkach niemieckich chipsów) i chlorek sodu zamiast soli. Wpływa to nie tylko na jakość i smak produktów, ale także na ich kaloryczność. Powiedzmy sobie szczerze: takie produkty nie są zdrowe, a ich nadmierne spożycie może nam zwyczajnie zaszkodzić. Podobnie jest ze słodyczami: batony sprzedawane w polskich sklepach zawierają szkodliwe tłuszcze trans, w przeciwieństwie do tych, znajdujących się w niemieckich supermarketach. W składzie polskich herbatników znajdziemy śladowe ilości masła, podczas gdy ich niemieckie odpowiedniki mają go kilkukrotnie więcej.

Produkty lepszego sortu

Często różnica między produktami tej samej marki polega na większej zawartości wiodącego składnika. Np. więcej jest ryby w paluszkach rybnych czy mięsa w pierogach z mięsem. Pod lupę wzięto także kawę. Kawa na rynku zachodnim miała większą zawartość kofeiny w składzie, niż jej środkowo – europejski odpowiednik. Również herbata mrożona różni się zawartością – na naszych półkach sklepowych stoi produkt z większą zawartością cukru niż na zachodzie! A opakowanie i nazwa są identyczne.

Podobnie jest też z popularną niemiecką chemią w Polsce. Detergenty niemieckie mają lepszą jakość – są skuteczniejsze i łagodniejsze dla tkanin. Proszki do prania różnią się od naszych wielkością granulek i pienistością. Płyny do płukania mają bardziej intensywny zapach.

Ciekawy przykład stanowi także elektronika. Sprzęty elektroniczne, które wprowadzane są na rynek polski jako „nowość” – bardzo często są już na rynku niemieckim od dawna. A czasami nawet zostały już objęte promocją.

Bardzo niesprawiedliwa praktyka

Stosowanie tańszych zamienników czy dodawanie szkodliwych składników to to chwyty często stosowane przez zachodnich producentów. To znacznie obniża cenę produktu, a któż z nas nie lubi płacić mniej za zakupy? To powszechna, ale i niebezpieczna praktyka, wpływa bowiem na smak i wartości odżywcze produktów, a w konsekwencji podnosi ich szkodliwość. Jest to nieuczciwe i wprowadza konsumentów w błąd. Produkty są tej samej marki, posiadają to samo opakowanie i taką samą nazwę. Różnią się jedynie jakością. To nie są tylko pogłoski! Różnice w jakości produktów zachodnioeuropejskich zostały potwierdzone badaniami i sprawa trafiła już do instytucji unijnych. Jak tłumaczą się sami producenci? Powołują się na upodobania i przyzwyczajenia konsumentów niemieckich. Twierdzą, że jakość produktów zależy od upodobań konsumentów i to do nich dostosowywane są produkty.

To kolejna pułapka stosowana przez producentów, w którą możemy nieświadomie wpaść. Rozwiązanie? Możemy kupować produkty polskie – na sklepowych znajdziemy mnóstwo takich produktów (warto zwracać uwagę na specjale oznaczenia na opakowaniach świadczące o tym, że dany produkt został wyprodukowany w Polsce). Jeśli chcesz się dowiedzieć, po jakie produkty warto sięgać, czytaj magazyn „Dr Medicus” i sprawdź, co jest najlepsze dla Twojego zdrowia.

Myślisz, że zdrowo się odżywiasz? Sprawdź, jakie błędy popełniasz

Każdy z nas próbuje wprowadzać zdrowe nawyki do swojego życia. Chcemy dobrze się odżywiać, częściej sięgamy po owoce i warzywa, liczymy kalorie i kupujemy produkty o obniżonej zawartości tłuszczu. Jednak bardzo często popełniamy przy tym błędy, o których nie mamy pojęcia…

Błąd nr 1: liczenie kalorii. Nie należy tego traktować zbyt poważnie. Przesadne kontrolowanie tego co jemy prowadzi do obsesji. Owszem, nie bez znaczenie jest to, ile kalorii dziennie dostarczamy naszemu organizmowi, ale trzeba robić to z głową. Nie narzucajmy sobie rygorystycznych limitów, które zniechęcają nas do diety. Jeśli już zdecydujemy się na oszacowanie, ile kalorii przyjmujemy w ciągu dnia – starajmy się robić to rozważnie. 2000 kalorii możemy pochłonąć nawet w pół godziny, zamawiając pizzę w restauracji. Ale nie w tym rzecz.

Według dietetyków kalorie dzielą się na „dobre” i „złe”, a sztuka polega na tym, żeby mądrze je wybierać. Orzechy, banany, daktyle czy mleko kokosowe – to naturalne i zdrowe produkty o wysokiej kaloryczności, ale są to wspomniane zdrowe kalorie. Dodatkowo produkty te zawierają cały szereg witamin, minerałów i innych związków potrzebnych naszemu organizmowi. W przeciwieństwie do nich cała masa przetworzonych produktów ze sklepowych półek to tzw. „puste” kalorie, które nie dostarczają niczego poza cukrem. Tak więc ograniczenie kalorii to jedno, ale musi to iść w parze z właściwymi wyborami żywieniowymi.

Samo zdrowie?

Kolejny najczęściej popełniany błąd to kupowanie produktów, tylko dlatego, że na opakowaniu widnieje wyraźny napis „zdrowe” lub „naturalne”. Często te produkty wcale takie nie są. Nie należy sugerować się takimi określeniami, bo producent doskonale wie, że przykuwają one uwagę konsumentów. Na przykład produkty „odtłuszczone” prawdopodobnie zawierają w sobie mnóstwo cukru i innych słodzików. Rozwiązanie? Uważne czytanie etykiet lub kupowanie zdrowych produktów, które wcale nie potrzebują etykiet – np. świeże warzywa, owoce i orzechy.

Należy też wspomnieć o świeżo wyciskanych sokach owocowych, po które chętnie sięgają osoby odżywiające się zdrowo. W końcu to świetna alternatywa dla słodkich, gazowanych napoi. Jednak częste spożywanie takich soków wcale nie jest tak zdrowe, jak mogłoby się wydawać. Dlaczego? Ponieważ zawierają dużo cukru i mocno podwyższają jego obecność we krwi. Powodują tym samym, że w ciągu kilku godzin robimy się głodni. Soki owocowe są też bombą kaloryczną. Poza tym, nie dostarczą nam tyle błonnika do organizmu, ile oferują nam całe owoce. Oczywiście, niepodważalne jest, że świeże soki są porządną dawką witamin i pomagają oczyścić organizm. Starajmy się jednak pić nie więcej niż szklankę soku dziennie.

Bądźmy czujni

Gdzie jeszcze kryją się pułapki w naszym zdrowym trybie życia?

  • Nawet zdrowe jedzenie poza domem pozostawia wiele do życzenia. Zamawiane posiłki mogą zawierać niezdrowe tłuszcze, produkty modyfikowane genetycznie, ulepszacze smaku czy nadmiar soli. Zdecydowanie nie zastąpi to potraw przygotowanych w domu.
  • Poleganie na suplementach diety. Jak sama nazwa wskazuje, to suplementy diety, nie jej zamienniki. Gdy zażywamy je zamiast posiłków lub stosujemy jako uzupełnienie ubogiej diety – szkodzimy naszemu organizmowi. Pamiętajmy, żeby stosować je zgodnie z zaleceniem, tutaj zasada „im więcej, tym lepiej” po prostu się nie sprawdza.
  • Brak snu. Nie ważne jak zdrowo się odżywiamy i jak dużo czasu spędzamy na siłowni, jeśli nasz organizm nie zdąży się zregenerować. Zalecana dawka snu to minimum 7 godzin każdej nocy.
  • Jedzenie bez umiaru. Jak już wiemy, nie należy zbyt rygorystycznie liczyć kalorii. Ale nie oznacza to, że możemy jeść nieograniczone ilości zdrowego jedzenia, tylko dlatego, że jest „zdrowe”. Nawet zdrowe jedzenie w zbyt dużych ilościach nie jest wskazane.
  • Tłuszcze nie zawsze są złe. Oczywiście te naturalne, które są istotne dla naszego organizmu. Znajdziemy je w awokado, jajkach czy oleju kokosowym.

Złoty środek

 Zbilansowana dieta i umiar to podstawy zdrowego trybu życia. Równowaga pomiędzy snem a aktywnością fizyczną bez wątpienia pomoże naszemu zdrowiu, a właściwa dieta sprawi, że będziemy wyglądać i czuć się świetnie. Porad na temat zdrowej diety szukaj w magazynie „Dr Medicus„.

Jak pokonać ból? Na pewno nie tabletką!

Ból głowy, ból mięśni, problemy z żołądkiem – kiedy je odczuwasz automatycznie sięgasz po tabletkę. A potem po kolejną i jeszcze jedną, i tak bez końca… Tabletki są tanie, dostępne bez recepty i znaleźć można je niemal wszędzie. Przynoszą szybką ulgę w bólu i tylko to się liczy. Niestety, branie ich często może prowadzić do poważnych chorób, a nawet śmierci!

Jak działają leki przeciwbólowe?

Głównym zadaniem takich środków jest powstrzymanie bólu. Dzieje się to na dwa sposoby. Substancje zawarte w niektórych lekach hamują aktywność enzymu – cyklooksygenazy – odpowiedzialnego za wytwarzanie przekaźników pobudzających receptory bólowe i zmniejszają ich wrażliwość. Inne farmaceutyki wykazują dodatkowo działanie przeciwzapalne, a najsilniejsze środki całkowicie blokują przewodzenie bólu.

Warto jednak pamiętać, że „leki” te wcale nie zwalczają przyczyn bólu. Tabletki są jedynie rozwiązaniem tymczasowym, prowizorycznym. „Maskują” ból, odcinając jego odczuwanie przez organizm, ale nie działają u jego źródła. Dlatego nie można powiedzieć, że leki przeciwbólowe rzeczywiście leczą. Owszem, przynoszą ulgę, ale tylko na jakiś czas. W efekcie prawdziwe problemy zdrowotne, które wywołują ból, są spychane w głąb organizmu – można się spodziewać, że prędzej czy później dadzą o sobie znać ze zdwojoną siłą.

Więcej szkody niż pożytku

Zaczyna się niewinnie. Doskwiera Ci potężny ból. Nie wiesz, co zrobić. Nie bardzo możesz się skupić, wykonać prawidłowo zaplanowanej czynności – więc sięgasz po tabletkę. Ukojenie przychodzi bardzo szybko. W mgnieniu oka powracasz do żywych. Znów działasz. Pracujesz na pełnych obrotach. Kiedy sytuacja się powatarza, po raz kolejny sięgasz po małe pudełeczko z kapsułkami.

Z czasem robisz tak coraz częściej — nawet wtedy, gdy jeszcze nic się nie dzieje. Ale Ty i tak wiesz lepiej. Czujesz, że zaraz zacznie boleć Cię głowa, więc na wszelki wypadek reagujesz. Na początku wystarcza jedna tabletka, potem dodajesz drugą, trzecią, nawet czwartą… Tak rozwija się uzależnienie od leków. Nawet jeśli myślisz, że Cię ono nie dotyczy – w rzeczywistości prawdopodobnie jesteś w grupie ryzyka.

Częste przyjmowanie leków przeciwbólowych powoduje (poza uzależnieniem) ciężkie uszkodzenie wątroby. Ich stosowanie wpływa też na samopoczucie, powodując m.in. spadki nastrojów. Ale to nie jedyne skutki uboczne popularnych tabletek dostępnych w każdym sklepie…

Lista szkodliwych efektów jest o wiele dłuższa: anemia, nadciśnie, w przypadku kobiet ciężarnych niebezpieczneństwo poronienia, zwiększone ryzyko ataku serca i nagłej śmierci. I to wszystko zasługa leków przeciwbólowych – tych samych, które podaje się także dzieciom.

Czego nam nie mówią

Na przestrzeni kilkunastu lat środki przeciwbólowe spowodowały śmierć tysięcy ludzi – każdego roku kolejni pacjenci, którzy zażywają te „leki”, są bezpośrednio zagrożeni atakiem serca i udarem (ryzyko w ich przypadku wzrasta o 1/3).

Zagrożenie jest jeszcze większe u osób po 40 roku życia. Jesteś w wieku 40+ i nadal bierzesz środki przeciwbólowe? Natychmiast przestań! Lekarze alarmują, że osoby w tym wieku powinny jak najszybciej zrezygnować z tych środków. Takich zaleceń powinni też przestrzegać pacjenci, którzy mieli już problemy z sercem. Choć ból w klatce piersiowej nie musi od razu oznaczać zawału i być spowodowany tabletkami przeciwbólowymi, to nie warto ryzykować.

Statystyki są przerażające: każdego roku w USA prawie 100 tysięcy ludzi trafia do szpitala wskutek stosowania leków przeciwbólowych, a ok 15 tysięcy spośród tych osób umiera. Leki bez recepty zwiększają ryzyko wystąpienia problemów sercowo-naczyniowych (o 40-60%) i niebezpieczeństwo poronienia (aż o 80%!). Dodatkowo mogą stać się przyczyną alergii – ryzyko wystąpienia reakcji alergicznej wzrasta o 1/3. Pacjenci, którzy biorą środki przeciwbólowe są też narażeni na poważne problemy żołądkowo-jelitowe (w tym krwawienia z przewodu pokarmowego).

Stosowania tych leków zakazano już w kilku krajach, m.in. w Hiszpanii, Irlandii i Finlandii.

Pozbądź się bólu – czym zastąpić tabletki?

Jeśli myślisz, że tylko leki bez recepty przynoszą ulgę w bólu to bardzo się mylisz. Istnieje wiele naturalnych substancji, które zwalczają go równie skutecznie. Co możesz zrobić, gdy dopadnie Cię ból?

  • Sięgnij po naturalne produkty: kurkuma, imbir, ocet jabłkowy, oliwa z oliwek, pieprz cayenne, wiśnie i jagody, niektóre zioła (np. bazylia i boswellia) to produkty o udowodnionym działaniu przeciwbólowym.
    Jedz produkty zawierające kwasy Omega-3 – według badań skutecznie redukują bóle stawów.
  • Nawadniaj się – picie dostatecznej ilości wody w ciągu dnia jest bardzo ważne: jeśli o tym zapominasz, ból może być spowodowany odwodnieniem.
  • Rusz się! Aktywność fizyczna jest najlepszym lekarstwem na dolegliwości bólowe: świeże powietrze i słońce (które dostarcza witaminy D) pomogą zwalczyć ból.
  • Stosuj techniki relaksacyjne – ból może być wynikiem stresu i dużego napięcia, więc spróbuj się odprężyć.
  • Skorzystaj z akupunktury – niedawno odkryto, że ta naturalna i bezpieczna terapia wykazuje wysoką skuteczność w łagodzeniu bólu.

 

Coś Cię boli? Uważaj! To sygnał, że coś się dzieje. Oczywiście możesz jak zwykle sięgnąć po tabletkę. Tylko pamiętaj, że leki bez recepty pomogą Ci, ale doraźnie.

Myślisz, że leki przywrócą Ci zdrowie? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Nie wszystkie farmeceutyki są bezpieczne (dotyczy to zarówno tych przepisywanych przez lekarzy, jak i tych dostępnych bez recepty). Niektóre mogą być dla Ciebie śmiertelnie groźne. Dowiedz się, jak ochronić zdrowie swoje i swoich najbliższych – zapoznaj się z najnowszym raportem Dr Medicus i zadbaj o to już dziś zanim będzie za późno.

Wielkie koncerny śmieją nam się w twarz – co trzy dni mógłbyś jeść za darmo!

Czy gdyby ktoś zaoferował Ci jeden darmowy posiłek dziennie, odmówiłbyś mu? Czy mając możliwość jedzenia ulubionych potraw, co trzy dni całkowicie za darmo, zrezygnowałbyś z tego? Nie? A jednak – codziennie to robisz! Za namową supermarketów i wielkich sieci handlowych łapiesz za talerz i, jednym ruchem, wyrzucasz wszystko do kosza. Ulegasz omamieniu, które sprawia, że za to samo jedzenie płacisz dwa, trzy, a nawet pięć razy!

Przymusowa głodówka

240 kilogramów jedzenia – tyle statystyczny Polak marnuje każdego roku! To ilość, którą można by wyżywić jedno dziecko przez 120 dni. Spośród 700 tysięcy dzieci, które chodzą niedożywione do szkoły, Ty sam mógłbyś ocalić czworo, gdybyś tylko nie ulegał propagandzie wielkich supermarketów. Codziennie pozbywamy się setek kilogramów jedzenia, które mogłoby uratować komuś życie! Co jest tego najczęstszą przyczyną? Daty ważności i polityka koncernów, które celowo wprowadzają nas w błąd i sprawiają, że tracimy zdrowy rozsądek.

Śmietnik pełen jedzenia

Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce każdego roku marnuje się 9 milionów ton żywności. Choć nie jesteśmy przecież bogatym krajem, to na tle Europy wyróżniamy się dramatycznie. Kraje Unii marnują łącznie 100 milionów ton, co oznacza, że my wypracowujemy niemal 10% tego wyniku. Wszystko przez niemoralną politykę wielkich koncernów.

To właśnie one masowo zmieniają daty ważności na produktach i – zamiast do stanu faktycznego – dopasowują je do swojego finansowego interesu. Informacje zawarte na opakowaniu traktujemy jak świętość. Bardzo słusznie. W teorii powinny się tam bowiem znajdować informacje, które mają za cel chronić nasze zdrowie i zapewnić naszemu jedzeniu możliwie jak najwyższą jakość. Niestety, nazbyt często dajemy się oszukać i jedzenie ląduje w koszu.

Sami decydujemy się na kupowanie produktów z jak najdłuższym terminem ważności. Jakby zapominając o tym, że zazwyczaj posiadają one więcej konserwantów i niezdrowych substancji.

Ciągle nowe i nowe

Wszystkie produkty, których wiadomo, że konsument już nie kupi są wyrzucane – setki litrów soków i napojów trzeba wylewać. Zajmują się tym pracownicy sklepów, którzy często sami nie są w najlepszej sytuacji finansowej. Nie mogą zabrać produktów dla siebie. Przejmują też odpowiedzialność wielkich koncernów za dziesiątki kilogramów jedzenia lądującego w kontenerach na śmieci. Ale zysk musi się zgadzać.

Co zmienia kilka cyfr?!

Daty ważności mają świadczyć o tym, że po określonym terminie producent nie jest w stanie zagwarantować pierwotnej jakości. W większości przypadków nie odnosi się do wartości odżywczych produktu, a często jedynie do względów organoleptycznych – następuje lekka utrata zapachu, smaku i koloru produktu.

Takie działania są wskazane przy wyborze mięsa, które popsuje się zdecydowanie szybciej niż np. produkty mrożone albo suche. Jednak w innych przypadkach data drukowana na opakowaniach jest wyjątkowo krótka. W 2014 roku mówiło się sporo o planach UE związanych z rezygnacją ustalania przydatności do spożycia na niektórych produktach, np. kawie, makaronie i ryżu. Niestety pomysł ten ucichł. I możemy się tylko domyślać, czyja to sprawka!

Niektóre koncerny mogą umyślnie zaniżać przydatność danego produktu. Im szybciej go zjesz lub wyrzucisz, tym szybciej wrócisz do nich po następne opakowanie. To zwykła strategia marketingowa, na którą nabiera się aż 90% Polaków. Wyrzucamy dobre, pełnowartościowe jedzenie i biegniemy do sklepu kupić to samo, tyle tylko że z nowszą datą. Złoty interes, który można prowadzić bez końca.

Z jakich powodów marnujemy jedzenie?

Zasady naszych babć, które potrafiły wykorzystać wszystko co miały w kuchni tworząc przetwory i zamrażając produkty już dawno zostały zapomniane. Zazwyczaj przygotowujemy zbyt duże ilości jedzenia i nie jesteśmy w stanie go zjeść – nadmiar ląduje w koszu. Boimy się sprawdzić, w jakim stanie jest jogurt, mleko czy ser. Wolimy wyrzucić je w całości do śmietnika, przecież stać na następne! I nie zdajemy sobie sprawy z tego, że pozwalamy się całkowicie omamić koncernom, którym chodzi właśnie o to, byśmy jedzenie kupowali hurtowo. Kupowali i wyrzucali, kupowali i wyrzucali – i tak bez końca…

Jak ograniczyć marnowanie jedzenia? Skąd wiedzieć, że produkt nadaje się do spożycia mimo utraty daty ważności? Jak zabezpieczyć się przed oszustwami koncernów i jeść zdrowiej?

O tym wszystkim dowiesz się jako pierwszy w magazynie „Dr Medicus”

Nie pozwól sobie na marnotrawienie jedzenia – inni go potrzebują!

SPRAWDŹ JAK TEMU ZAPOBIEC JUŻ TERAZ!

 

 

Dowiedz się kiedy lekarz Cię oszukuje i dlaczego to robi!

lekarz Cię oszukuje

Czy pamiętasz głośną aferę z 2005 roku, kiedy to przedsiębiorstwo pomyliło ampułki corhydronu ze skoliną zatruwając 17 pacjentów w tym jednego śmiertelnie? Do 1984 roku skutecznie wmawiano ludziom, że papierosy uchronią nas przed astmą, a pastylki z kokainą wyleczą ból zęba!

Specjaliści różnego typu zapisują Ci środki, które mają Cię leczyć, a z dnia na dzień, niszczą Twoją wątrobę, nerki czy trzustkę. Nie mija kilka lat, a Ty zamiast z przeziębieniem budzisz się z rakiem jelita, albo niewydolnością wątroby, zniszczonej chemią. Dlaczego lekarze nas oszukują i kto na tym zarabia? Dr Medicus przedstawia  4 mity medyczne, w które powinieneś przestać wierzyć.

MIT #1 – LEKARZE PRZEPISUJĄ TO CO JEST DLA CIEBIE NAJLEPSZE

Co robi każdy lekarz pod koniec wizyty, którą mu składasz? Wypisuje receptę – całą listę środków, którymi masz się faszerować żeby pozbyć się przeziębienia, temperatury czy grypy. Jak myślisz, czy istnieje tylko jeden środek na każdą chorobę? Oczywiście, że nie!

Wysłannicy koncernów farmaceutycznych krążą po szpitalach rozdając lekarzom prezenty i udzielając rabatów, w zamian za drobną przysługę. Wystarczy, że lekarz będzie przepisywał ich produkt a nie ten konkurencji. Więc jeśli myślisz, że specjalista zapisuje Ci „najlepszy środek dla Ciebie”, to możesz się grubo pomylić. Twoje zdrowie jest na drugim miejscu, na pierwszym zawsze będzie kasa…

MIT #2 – LEKI SĄ BEZPIECZNE

Niestety wciąż mało się mówi o oddziaływaniu leków na wątrobę i nerki, albo reakcjach jakie zachodzą w przypadku mieszania różnego rodzaju pigułek. Zwłaszcza jeśli chodzi o tabletki bez recepty.

Przyjęcie nawet kilku gramów paracetamolu może prowadzić do wymiotów, bólów w okolicach wątroby, a w najgorszym przypadku do żółtaczki czy marskości!

Dlatego staraj się używać naturalnych zamienników, a w ostateczności regeneruj wątrobę na bieżąco, w czym pomoże Ci chociażby ostropest plamisty. Następnym razem, zanim sięgniesz po kolejną tabletkę od bólu głowy, zastanów się dwa razy. A lekarzy koniecznie dopytuj czy lista farmaceutyków na recepcie nie będzie dla Ciebie szkodliwa!

MIT #3 – PRACUJEMY DLA DOBRA NASZYCH PACJENTÓW

Prawda jest taka, chory pacjent, to dobry pacjent, bo wydaje pieniądze na leki. Czy naprawdę wierzysz, że koncerny farmaceutyczne chciałby wyleczyć swoich pacjentów, tracąc tym samym klientów?

Przykładem takiego procesu może być insulina ludzka. Pierwszy zastrzyk insulinowy dostał 14-letni Leonard Thomson w 1922 roku. 12 miesięcy później patent sprzedano uniwersytetowi w Toronto. Świńska insulina nie miała sobie równych przez ponad 60 lat. Jej produkcja była tania przez co było korzystne dla osób uzależnionych od jej przyjmowania.

Dopiero w roku 1982 pojawiła się syntetyczna insulina – zwana insuliną ludzką, którą przetestowano zaledwie na 17 osobach. Została wprowadzona do obiegu mimo skutków ubocznych u pacjentów – alergii i utrat przytomności. Mimo to, insulina świńska została zastąpiona syntetyczną, ze względu na droższą cenę tej drugiej. Odebrało to możliwości leczenia osobom, które nie miały pieniędzy na płacenie więcej za insulinę ludzką.

MIT #4 – „NIE MA LUDZI ZDROWYCH, SĄ TYLKO LUDZIE ŹLE ZDIAGNOZOWANI”

Powyższe powiedzenie utarło się wśród lekarzy, którzy tylko czekają na przyjęcie kolejnego „chorego” w swojej prywatnej klinice. Przypomnij sobie sytuację z 2004 roku, kiedy lekarz zoperował pacjentce zdrowie kolano! Teraz ona chodzi o kulach…

Nie ważne czy jesteś chory czy zdrowy, ważne żebyś przyszedł i zapłacił za wizytę. A nawet jak pozbędziesz się problemu, to i tak zapłać kolejne 150 zł za wizytę kontrolną. Nie dość, że jesteś faszerowany lekami, to jeszcze często wmawia Ci się, że masz dolegliwość, którą trzeba się zająć…

Prawda jest taka, że po wizycie u lekarz każdy z nas się dowie, że ma krzywy kręgosłup. I to nie jest kłamstwo, nikt nie ma idealnie prostego. Ale są tacy, którzy wmówią Ci, że musisz iść na rehabilitację.

Przekręt wart miliardy

Jak szacuje Światowa Organizacja Zdrowia, aż 6% wydatków na służbę zdrowia przepada w wyniku korupcji i błędów medycznych. Daje to niebagatelna sumę 300 miliardów dolarów rocznie. Tak, chodzi o 300 miliardów dolarów!

Pieniądze rządzą światem, więc nic dziwnego, że praktycznie na całym globie słyszy się o niesamowitych skandalach medycznych. Poniżej przedstawiamy zestawienie zysków i wydatków 10 gigantów farmaceutycznych. Jak łatwo się przekonać, firmy te na pierwszym miejscu stawiają… marketing i reklamę:

Brytyjska telewizja BBC dotarła do informacji, według których 9 z 10 największych koncernów farmaceutycznych wydaje więcej pieniędzy na marketing, niż na badania i rozwój. W końcu łatwiej jest wcisnąć komuś stary lek w nowym opakowaniu, niż opracować rzeczywiście przełomowy specyfik, który pomoże chorym. To jednak niejedyny problem. Powyższe dane dotyczą tylko legalnych wydatków. Ogromne sumy płyną szerokim strumieniem pod lekarskimi biurkami.

Lekarz Cię oszukuje?

Jak połapać się w gąszczu manipulacji i fałszywych diagnoz? Nasza rada jest prosta. Odżywiaj się zdrowo, unikaj przetworzonych produktów i owszem, badaj się profilaktycznie, ale jeśli masz taką możliwość to zmieniaj lekarzy i korzystaj z pomocy różnych, niezależnych od siebie, osób.

Lekarze codziennie podważają diagnozy swoich kolegów, dlatego bądź czujny, zadawaj dużo pytań i konsultuj problem z kilkoma specjalistami jednocześnie.

 

Jeśli chcesz uzyskać więcej informacji jak zabezpieczyć się przed fałszywymi diagnozami i o co najlepiej pytać podczas wizyty lekarskiej…

pobierz teraz bezpłatny raport Dr Medicus:

„Kiedy lek staje się śmiertelnie niebezpieczną trucizną”

aaa

Nie czekaj dłużej, już teraz pobierz darmowy raport, który pomoże Ci uchronić się przed nieuczciwymi praktykami przemysłu farmaceutycznego:

Poniżej wpisz adres email, na który wyślemy Twój darmowy raport i dowiedz się:

  • Kto tak naprawdę przepisuje Ci leki (i dlaczego jest to przedstawiciel firmy farmaceutycznej, a nie… lekarz?)

  • Jakie 9 niebezpiecznych błędów popełniasz przyjmując leki i które z nich mogą okazać się tragiczne w skutkach?

  • Jakie intrygi knują politycy głównych partii, aby ukryć fakt, że lekarze niepotrzebnie faszerują Cię lekami?