Efekt placebo? – to naprawdę działa!

Chyba każdy z nas choć raz w życiu spotkał się z takim zagadnieniem jak „efekt placebo”. Zjawisko to jest przecież tak stare jak sama medycyna i powszechnie w niej stosowane. Czy mózg człowieka rzeczywiście posiada moc, która może pozytywnie wpływać na szybkość powrotu do zdrowia, a nawet uzdrawiać? Czy efekt placebo naprawdę działa? Cóż, okazuje się, że może on być szokująco skuteczny…

 

Czym jest efekt placebo?

W medycynie używa się terminu „efekt placebo” do opisania zjawiska polegającego na odczuwaniu poprawy samopoczucia przez pacjenta po zażyciu środka lub przeprowadzeniu zabiegu, które są obojętne dla jego stanu zdrowia. Uczucie to może być, w zasadzie, całkowicie bezpodstawne. A to dlatego, że przyjmowany środek może składać się np. z mąki lub innych obojętnych dla zdrowia substancji. Analogicznie sam zabieg może być czymś na kształt kręcenia młynków palcami.

Teoretycznie takie metody nie mają prawa zadziałać. A jednak…

Prowadząc badania naukowe nierzadko podaje się pacjentom tabletkę cukru zamiast właściwego lekarstwa. Oczywiście, nie mówiąc im o tym. Chorzy mają przekonanie, że zażywają medykament. Ich umysł zostaje odpowiednio nastrojony i zaczyna w pozytywny sposób myśleć o przebiegu leczenia i szansach na wyzdrowienie. Co ważne, efekt ten może być wywołany niemalże przez wszystko, co nie jest stworzone z myślą o wywołaniu poprawy zdrowia chorego.

Szereg badań przeprowadzonych na pacjentach, którym podawano lekarstwa i inne środki, wykazał, że osoby, które zamiast leków dostawały substancje obojętne również odczuwały poprawę swojego samopoczucia. Działał na nie właśnie efekt placebo. Mózg zaczynał swoje niebywałe oddziaływanie.

 

Potęga ludzkiego umysłu

Każdy człowiek dostrzega i odczuwa świat za pośrednictwem mózgu. To właśnie on przetwarza wszystkie informacje dostarczane za pomocą zmysłów. Ponadto mózg wytwarza i uwalnia związki neurochemiczne, które odpowiadają za uczucia, emocje oraz reakcje fizjologiczne. Niektóre z tych substancji mają wpływ na odczuwanie przyjemności, bądź przyczyniają się do zachowania równowagi psychicznej.

Co ważne, niektóre obszary mózgu odpowiadają za przeżywane nastroje oraz funkcje emocjonalne i fizjologiczne występujące w danym momencie. Mogą więc wysyłać sygnały świadczące o samopoczuciu, chorobie i stanie zdrowia. Wszystko to wiąże się bezpośrednio z efektem placebo.

To właśnie ta aktywność neurochemiczna mózgu podpowiada nam, w jakim jesteśmy stanie. W sytuacji, gdy mózg niejako „wierzy”, że otrzymuje prawdziwy lek i rozpoczyna kurację nastraja się w inny sposób. Zaczynamy myśleć w sposób bardziej pozytywny. Jesteśmy pełni nadziei i włącza się nam schemat „samopotwierdzającej się przepowiedni”. Czytamy o pozytywnych efektach kuracji i zaczynamy szukać ich u siebie. No i, oczywiście, znajdujemy.

Podobnie jak osoby, które czytając o objawach ciężkiej choroby, ulegają autosugestii i dostrzegają te objawy u siebie, tak osoby, których dotyczy efekt placebo rozpoznają u siebie pozytywne zmiany. Jest to niezwykłe nie tylko z punktu widzenia medycyny, ale również i psychologii. Nic więc dziwnego, że wokół efektu placebo wciąż toczy się szereg badań naukowych.

 

Problemy etyczne

Z efektem placebo wiążą się pewne problemy etyczne. Mianowicie, pojawia się tutaj pytanie: czy moralnym jest podawanie pacjentowi substancji, która w żaden sposób mu nie pomaga, zamiast lekarstwa? Jak by nie patrzeć, jest to w rzeczywistości okłamywanie chorego. Być może potrafi to podnieść na duchu i pomóc (w ograniczonym zakresie) poszkodowanej osobie, ale czy jest rozwiązaniem lepszym niż lek, terapia lub specjalistyczny zabieg?

Trudno jest udzielić właściwej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko dlatego, że środek niebędący medykamentem może także pomóc choremu, a przecież właśnie o to chodzi w każdej terapii. Jeżeli zaś pacjent pozna prawdę, efekt placebo już nie zadziała. Stąd też wiele osób wychodzi z założenia, że w tym przypadku cel uświęca środki.

Efekt placebo znany jest już od czasów starożytnych, zyskał na popularności w średniowieczu. Nie jest on jednak reliktem przeszłości. Obecnie toczy się coraz bardziej zażarta dyskusja nad etycznością jego stosowania i prowadzone są liczne badania, mające stwierdzić, co jest źródłem jego skuteczności. Więcej o efekcie placebo oraz badaniach nad tym zjawiskiem dowiesz się z magazynu „Dr Medicus„. Nie czekaj, już dziś wykup prenumeratę!

Choroba i autosugestia

Czy choroba może być wynikiem naszego podejścia do codziennych spraw? Autosugestii? Okazuje się, że tak! To, w jaki sposób patrzymy na otaczający nas świat, może mieć zasadniczy wpływ zarówno na siłę, częstotliwość, jak i rodzaj chorób, które nas dotykają.

Nikt nie lubi być chory, co do tego możemy mieć chyba stuprocentową pewność. Dla niektórych już sama myśl o przeziębieniu, anginie czy grypie to poważny powód do zaniepokojenia. Wywołuje on nie tylko zwykły lęk czy poczucie dyskomfortu, ale poważne, psychofizyczne problemy, łącznie z atakiem paniki. Okazuje się, że tak radykalne, emocjonalne podejście do zdrowotnej niedyspozycji może okazać się bardzo niebezpieczne – stając się tzw. samospełniającą się przepowiednią.

Choroba i autosugestia

Ostatnie badania jasno wskazują na to, że przesadny niepokój o własne zdrowie jest jednym z głównych czynników… wywołujących lub przyspieszających rozwój chorób. Innymi słowy: strach o swoje zdrowie w rzeczywistości negatywnie wpływa na samopoczucie i ogólną dyspozycję organizmu. Jeśli zatem bliska jest Ci maksyma Jana Kochanowskiego – szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz – pojawiająca się w jednej z jego fraszek, lepiej odpuść sobie zamartwianie się własną dyspozycją.

To może tylko zaszkodzić.

Jak pokazują badania, jednym z głównych czynników, odpowiedzialnych za degenerację naszego zdrowia, jest przesadny stres – obawa o to, że możemy się rozchorować. Działanie organizmu w obliczu stresu jest dosyć proste: momentalnie pojawia się zwiększone tętno, występuje pocenie się, podwyższoną czujność i uczucie niepokoju, zazwyczaj zmieszane z lekkim lękiem.

To uczucia, które wymuszają na nas podjęcie prostej decyzji: walczyć czy uciekać? Jest to naturalna reakcja fizjologiczna na to, co ciało postrzega jako niebezpieczeństwo. Ma ona chronić nas przed krzywdą. Problem polega na tym, że we współczesnym świecie (który jest niewątpliwie o wiele bezpieczniejszy niż ten, w którym ewoluowali nasi paleolityczni przodkowie) nasze reakcje na lęki są wyzwalane przez nieodpowiednie rzeczy. Między innymi właśnie przez zamartwianie się o własny stan zdrowia. Na skutek dosyć błahej sprawy wywołujemy u siebie niezwykle szkodliwe reakcje fizjologiczne.

Z czasem jest tylko gorzej

Co gorsza, pojawiająca się wielokrotnie obawa o własne zdrowie z czasem ewoluuje. Zamienia się w przewlekły, obsesyjny lęk przed chorobą. Lęk, który znany jest powszechnie jako hipochondria i klasyfikowany jako zaburzenie psychiczne. Nie brzmi to być może jakoś szczególnie groźnie – ile razy zdarzyło nam się powiedzieć o kimś pół-żartem, pół-serio „hipochondryk”?. Pewnie niejeden.

Słowo to weszło do powszechnego użytku i posługujemy się nim zanadto często. Nie uświadamiamy sobie przy tym, jak niezwykle złożony problem się za nim kryje. Kiedy ciało jest w stanie stresu, uwalnia hormony takie jak m.in. kortyzol. Podnoszą one ciśnienie krwi, częstość akcji serca oraz poziom trójglicerydów i cukru we krwi. W ten sposób organizm próbuje dostarczyć sobie odpowiedniej ilości energii do działania w obliczu poważnego wyzwania.

Jest to niezwykle ważny proces, który od zarania dziejów pomagał ludziom wychodzić z ciężkich opresji. Znamy dziesiątki przypadków, gdy tego typu bodziec pozwalał dokonywać rzeczy niezwykłych. Wspomnijmy choćby o kobiecie, której w pojedynkę udało się podnieść prawie dwutonowe auto i pomóc wydostać spod niego dziecko. Albo o matce, która dogoniła jadący autobus (z własnym dzieckiem w środku) i wdarła się do niego wyłamując przy tym drzwi w biegu. W ten sposób uratowała dziesiątki dzieci, które nie zdawały sobie nawet sprawy z tego, że kierowca pojazdu stracił przytomność.

Historii tego typu, jak powiedzieliśmy, jest niezwykle dużo. Łączy je jedno – silny instynkt przetrwania, który pobudzany jest przez organizm za pomocą odpowiednich reakcji chemicznych. Stres, i wynikające z niego procesy, to bardzo ważny czynnik przetrwania w naszym życiu. Niestety, jest to także bardzo wyniszczający dla nas mechanizm.

Niczym żrący kwas

Można powiedzieć, że stres działa na nasz organizm niczym żrący kwas. Powoli wypala organy, degeneruje komórki i doprowadza nas do wyniszczenia. Jeśli więc niepokoimy się nawet drobnymi chorobami, robimy sobie poważną krzywdę. Występują nieprzyjemne objawy fizyczne, takie jak skurcze mięśni, zawroty głowy, suchość w ustach, zmęczenie, duszność, drżenie itp. Ponadto cały czas z powodu zmartwień, poziom cukru we krwi jest znacząco podwyższony. Nie jest on jednak zużywany do wysiłku fizycznego (ucieczki, walki, podniesienia samochodu itp.), a to powoduje większą szansę na atak serca, zaburzenia trawienia, osłabienie układ odpornościowego i jeszcze wielu innych okropnych dolegliwości.

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Norwegii wykazało, że istnieje bezpośrednia korelacja pomiędzy obawami dotyczącymi zdrowia osobistego a faktycznymi, negatywnymi skutkami zdrowotnymi tych obaw. W badaniu wzięło udział ponad 7 000 wolontariuszy, którzy wypełnili kwestionariusze w celu ustalenia stopnia, w jakim martwili się o swoje zdrowie. Dwanaście lat później nastąpiła kontynuacja eksperymentu z tymi samymi uczestnikami. Naukowcy odkryli, że osoby cechujące się największym „lękiem zdrowotnym”, byli o 73% bardziej narażeni na rozwój chorób serca!

Czy jest jakieś rozwiązanie?

Jeśli masz do czynienia z ciągłym stresem i „lękiem przed lękiem” w kontekście chorób, warto spróbować temu przeciwdziałać. Oto kilka praktycznych kroków, które możesz wykonać:

1. Medytacja i joga

Są powszechnie stosowanymi i naukowo udowodnionymi metodami zmniejszania stresu i wpajania sobie poczucia wewnętrznego ładu oraz spokoju. Uczą nie tylko cierpliwości i skupienia na sobie, lecz także większej obojętności na rzeczy, które faktycznie od nas nie zależą.

2. Szerokie grono znajomych

Jeśli czujesz się społecznie odizolowany lub spędzasz większość swojego czasu z toksycznymi ludźmi, którzy zużywają twoją energię, może to w końcu być źródłem frustracji i psychicznego dyskomfortu. Im więcej czasu poświęcasz innym, im częściej możesz dzielić z nimi swoje radości i fascynacje, tym mniejsze ryzyko, że będziesz skupiać się na sobie i swoim zdrowiu.

3. Ćwiczenia i jedzenie

To nie powinno stanowić szczególnego zaskoczenia. To, co jemy, ma naturalnie bezpośredni wpływ na zdrowie i nastrój. Natomiast ćwiczenia – już choćby dlatego, że wymagają koncentracji na pewnych powtarzalnych czynnościach – odciągają umysł od zmartwień, kwestii chorób i, przede wszystkim, pomagają organizmowi uwalniać endorfiny. Te, natomiast, odpowiadają za uczucia szczęścia i dobrego samopoczucia.

4. Zajęcie czymś swojego umysłu

Brzmi to może nieco dosyć prosto, ale generalnie może się to okazać jednym z najlepszych sposobów, aby oderwać umysł od lęku przed chorobą. Zajęcie się jakimś zadaniem lub projektem, który wymaga uwagi, pozwoli zredukować stres.

To oczywiście tylko kilka propozycji radzenia sobie z presją i przesadną troską o własne zdrowie. Ale od czegoś trzeba zacząć. Być może to właśnie za ich sprawą, uda Ci się naprzód uświadomić sobie własny problem, a dalej wykonać pierwszy krok w kierunku jego wyeliminowania. O zdrowiu warto myśleć na co dzień. Z pewnością jednak nie należy się nim przesadnie zamartwiać. Jak pokazują badania może to przynieść zgoła odwrotny rezultat.

Aby dowiedzieć się więcej na temat naturalnych metod dbania własne zdrowie i unikania przesadnego stresu, koniecznie zajrzyj do magazynu „Dr Medicus”.