Szokująca prawda o produkcji mięsa w Polsce

Ciasny chlew, małe klatki, zniekształcone, przewiązane sznurem kończyny, odchody po kostki, brak powietrza, temperatury przekraczające 40 stopni, poprzetrącane skrzydła i związane dzioby. Prawdziwy obraz wielkich przemysłowych hodowli zwierząt na mięso (mleko i jaja) jest daleki od tego, który widzimy na reklamach. Niestety, tragiczne warunki, brud i bezwzględne traktowanie zwierząt to zaledwie jeden ze sposobów obniżania kosztów produkcji mięsa do marketów. Dalej jest tylko gorzej…

Zwierzęce niewolnictwo

Jednym z najbardziej drastycznych materiałów, jakie można odnaleźć w sieci, jest nagranie pokazujące traktowanie cieląt w dużej hodowli. Zwierzęta są brutalnie odciągane od matek, kopane, bite i wiązane w bezduszny sposób. Nikt z pracowników hodowli nie próbuje nawet udawać, że traktuje te zwierzęta jak żywe istoty. Pozbawione jakichkolwiek praw, bezbronne i przerażone, przypominają raczej przedmioty, które trzeba jakoś uprzątnąć. Poprzestawiać, poukładać, upchnąć, by zajmowały jak najmniej miejsca… Ich przeznaczeniem jest przecież ostatecznie tylko śmierć i pokrojenie na równe, dokładnie zważone kawałki mięsa. Wszystkiego wyłącznie w imię zysku i zwiększania sprzedaży.

Machina rynkowa nie zna litości. Duży popyt na mięso powoduje, że musi ono być produkowane szybko, wygodnie i, przede wszystkim, tanio. Niezależnie od okoliczności efektywność produkcji postawiona jest na pierwszym miejscu. Bo jeśli nasz zakład nie wyrobi się z dostarczeniem produktu wystarczająco szybko lub w odpowiedniej ilości, to zrobi to ktoś inny. Konkurencja jest ogromna, zyski również.

Chociaż nagranie, o którym piszemy, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, to zasięg problemu jest znacznie większy – obejmuje także kraje Europy i Azji. Nie omija niestety także Polski. Nad Wisłą takie traktowanie zwierząt hodowlanych jest również na porządku dziennym. Sztucznie napompowane sterydami, bite, wiązane i pozbawione jakiejkolwiek przestrzeni do życia zwierzęta czekają na egzekucję. I nie jest to najgorsze, na co mogą liczyć…

Antybiotyki na półce w mięsnym

Trzykrotne przekroczenie norm – taki jest wynik najświeższych badań. W 2016 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdziła czarny scenariusz, zgodnie z którym ilości antybiotyków w mięsie sprzedawanym w supermarketach wynosi 300% stanu akceptowalnego! Innymi słowy na każdy kilogram mięsa przypada aż 150 mg antybiotyku. To liczba tak szalenie duża, że trudno ją w jakikolwiek sposób komentować.

Co gorsza klienci marketów nie są o tym informowani. Na kolorowych reklamach widzimy uśmiechniętego rolnika, stojącego koło zagrody. Czasem w oddali widać jabłoń i zieloną łąkę, na której pasą się krowy. Autorzy tych dzieł przekonują nas, że mamy do czynienia z naturalnymi środkami, ekologiczną hodowlą i tradycyjnymi sposobami przygotowania produktów. Nie potrafią tylko wytłumaczyć:

  • jakim cudem hodowlany kurczak osiąga kilka kilogramów wagi w 4 tygodnie?!
  • Albo co sprawia, że wieprzowina w ich sklepie jest dwukrotnie tańsza niż wynikałoby to z nakładów ponoszonych na tak ekologiczną hodowlę?!

Problem stale się pogłębia

Warto pamiętać, że dane z hodowli są niezwykle trudne do uzyskania. Producenci starają się możliwie jak najbardziej utajnić swoje poczynania. Robią to naturalnie w obawie o utratę dobrego imienia i, wynikające stąd, straty. Dlatego tak często musimy operować na danych sprzed 5, a czasem nawet 10 lat. I tak, organizacja Pew Charitable Trusts dotarła do danych sprzed 7 lat, które mówią, że hodowcy zwierząt zużyli prawie 4 razy więcej antybiotyków niż medycyna (13,6 mln ton podłóg 3,5 mln tony)! Możemy się tylko domyślać jak bardzo trend ten pogłębił się na przestrzeni czasu…

Jakie są skutki nadużywania antybiotyków? Po pierwsze, jak wspomnieliśmy wcześniej, to podstawowy gwarant szybkiego wzrostu zwierząt i ich relatywnie niskiej umieralności. Po drugie, co może być dla nas o wiele bardziej tragiczne w skutkach, hodowle stały się wylęgarnią bakterii odpornych na jakiekolwiek antybiotyki! Z danych, opublikowanych przez Parlament Europejski, wynika że rocznie, z powodu infekcji wywołanych przez superbakterie, umiera ok. 25 tys. osób!

Dane te dotyczą jedynie Unii Europejskiej (czyli ok. 0,5 mld ludzi). Uwzględniając proporcje liczby ludności, na całym świecie liczba ta może sięgać nawet 350 000 osób rocznie!

Protesty konsumentów przynoszą, jak dotychczas, przynoszą marne skutki. Głównie dlatego ze względu na niską świadomość problemu. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje. I nikt nie stara się ich o tym informować! Kupują tanie mięso, jaja i mleko. Cieszą się, że nie musieli wydawać dużych kwot i nie zastanawiają się z czego wynika tak niska cena produktu. Sami napędzają biznes, który… jest dla nich śmiertelnie niebezpieczny!

Tragedia na wyciągnięcie ręki

Jaki mogą być skutki uboczne faszerowania zwierząt antybiotykami bez opamiętania? Najprawdopodobniejsze wydaje się wystąpienie globalnej pandemii. Bakterie odporne na leki już teraz stanowią dla nas poważne niebezpieczeństwo. Chociaż ciągle monitorujemy ich rozwój i mutacje. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której na moment tracimy czujność – naukowcom umyka jakaś ważna informacja, mimo oczu puszczają rozwój jednej z bakterii.

Okazuje się, że wystarczą zaledwie dwie dekady zaniechań, aby większość antybiotyków przestała działać na tak rozwijającą się poza kontrolą superbakterię! Dwadzieścia lat. Kto wie, czy za naszymi plecami już teraz nie dzieją się procesy biologiczne niedostrzeżone przez naukowców – od 5, 10, a może 15 lat? Brzmi to być może jak scenariusz filmu, ale to całkowicie realne zagrożenie!

Koncerny mięsne wciąż prześcigają się w ekonomizowaniu hodowli żywca i pomysłach na efektywniejszą produkcję mięsa. Eliminują przy tym mniejszych konkurentów – zmuszając ich do przyjęcia własnych metod lub zamknięcia interesu. Na żywność ekologiczną jest coraz mniej miejsca i ona także – sama w sobie – coraz częściej okazuje się mieć niewiele wspólnego z naturą.

W efekcie na naszych talerzach pojawiają się coraz bogatsze w składniki posiłki. Wiele z nich zawiera kilkanaście różnych, nieintuicyjnych pierwiastków z tablicy Mendelejewa. Nie mówiąc już o całym bogatym bukiecie przedziwnych, niebezpiecznych związków chemicznych. A towarzyszą im superbakterie… Gronkowce i enterobakterie, będące szczepami antybiotykoodpornych mikrobów, niosą ze sobą głównie osłabienie odporności. Często jednak zwiększają także ryzyko sepsy i zapalenia płuc. Bakterie mogą zagnieżdżać się w jelitach, a zwykłe zabiegi higieniczne podczas przygotowywania posiłków to niejednokrotnie za mało, by się ich pozbyć.

„Smaczki” z polskich pól

Warto pamiętać, że jako rozwinięty kraj nie pozostajemy w tyle z ekonomizacją produkcji produktów spożywczych. Co więcej, doczekaliśmy się również kilku autorskich pomysłów, które zapewne kopiować będzie świat. Jednym z nich jest stosowanie gnojowicy i wylewanie jej bezpośrednio na pole. To oczywiście dobry sposób na pozbycie się nieczystości i zakwaszenie gleby, ale także na jej skażenie. Wylewana na pole, gnojowica, wydzielała do atmosfery metan, amoniak, siarkowodór – a więc substancje wysoce toksyczne, których duże stężenie może prowadzić do długotrwałych, niekorzystnych zmian w atmosferze.

Temat szybko stał się medialny i to na tyle, że po nagłośnieniu gnojowica przyjęła ustawowo rangę obornika. Pod taką nazwą, i w ramach zmienionych przepisów, jest obecnie bezkarnie wylewana na duże obszary pól. Chociaż zgodna z prawem, nadal jednak stanowi duże niebezpieczeństwo dla naszego zdrowia – jej opary mogą powodować ostrą alergię, a woda z okolic rozlewu nie nadaje się do picia, kąpieli czy nawet prania. Prawdopodobnie ma także duży wpływ na pomór ryb.

Czy trzeba jeść mięso?

Na to pytanie naturalnie nie uda nam się odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Każda teoria ma swoich zwolenników i przeciwników, którzy bez końca mogą przywoływać dowody, badania, wykresy i analizy potwierdzające ich racje. Dla jednych człowiek, jako drapieżnik, powinien odżywiać się mięsem. Dla innych – jako istota posiadająca świadomość – powinien zwierzęta chronić, a nie zabijać. Jak powiedzieliśmy wcześniej: każda ze stron ma swoje racje. I trudno byłoby je rozstrzygnąć w sposób ostateczny.

Pozostańmy zatem przy jedynym rozsądnym konsensusie: jeśli już musimy jeść mięso, to bardzo ostrożnie je wybierajmy, kierując się przede wszystkim źródłem jego pochodzenia. Z materiałów przedstawionych wcześniej jasno wynika, że bezwzględnie najwięcej na sumieniu mają ogromne koncerny produkujące mięso na masową skalę. Szczególnie zaś te, które dostarczają swoje produkty do supermarketów. Podległe im hodowle traktują zwierzęta w sposób urągający godności, a co gorsza faszerują je antybiotykami, czym przyczyniają się do osłabiania naszej odporności, częstszych zachorowań i… rosnącej liczby zgonów.

Każdy z nas woli zapłacić mniej za tę samą rzecz. Warto jednak zadać sobie pytanie: jak tanie może być mięso. Czy możliwe jest, by jego cena była aż tak niska jak to widzimy w wielu supermarketach? Naturalnie nasza odpowiedź powinna brzmieć „nie”. Mięso możemy kupować w wielu miejscach, w prosty sposób sprawdzając jego jakość. Więcej o tym, jak w kilku prostych krokach oceniać jakość mięsa oraz innych produktów spożywczych, dowiesz się z magazynu „Dr Medicus„. Nie pozwalaj się truć!