Czy każdy lek, to właściwie… placebo?

Nawet najlepsze medykamenty – o udowodnionym laboratoryjnie działaniu i szerokiej grupie zwolenników – w ponad 50% opierają swoją skuteczność na efekcie placebo. Czyli autosugestii chorego. Pozytywne informacje od lekarza, wiara w slogany reklamowe i chęć szybkiego pozbycia się dolegliwości, to najważniejsze „składniki aktywne” kuracji stosowanych na migreny, bóle zatok, dolegliwości żołądkowe, przeziębienia czy grypy.

Wyimaginowane bóle migrenowe?

W jednym z niedawnych badań laboratoryjnych poddano obserwacji przeszło 60 osób cierpiących na częste migrenowe bóle głowy. Eksperymentatorzy postawili sobie za cel znalezienie odpowiedzi na pytanie: Czy pulsujący ból głowy – któremu często towarzyszą również nudności, wymioty, światłowstręt i nadwrażliwość na dźwięki – może być leczony za pośrednictwem efektu placebo? Czy samo przekonanie, że otrzymuje się pomoc wystarczy, by poczuć się lepiej?

Badacze nie bez przyczyny wybrali akurat migrenę. W środowisku lekarskim nie jest tajemnicą, że dolegliwość ta relatywnie dobrze reaguje na leki. Jeśli weźmiemy pod uwagę dodatkowo fakt, że przypadłość ta ma nawracający charakter, to zrozumiemy jak dobry materiał do badań stanowi. Oddziaływanie na migrenę pozwala w bardzo łatwy sposób sprawdzać skuteczność różnego typu leków.

Lek placebo, czy…

Badania, o których wspomnieliśmy przed momentem, objęły około 450 ataków migreny. Ich ofiarami padło dokładnie 66 osób. Za każdym razem, gdy doświadczali oni bólu oferowano im jedną z sześciu dostępnych terapii, zamkniętych szczelnie w jednej z kopert. Koperty te podzielono na trzy pary:

  1. dwie z nazwami leków – osoby, które otrzymywały tego typu środki mogły mieć do czynienia z prawdziwym lekiem lub placebo. Istotne było jednak to, jak nazwa podana na kopercie wpłynie na ich oczekiwania względem działania tabletki oraz czy wystąpi różnica w ocenie skuteczności leku oraz placebo.

  2. Dwie z napisem „placebo” na kopercie – tutaj również podawano lek lub placebo. Chciano w ten sposób sprawdzić, czy informacja na kopercie wpłynie na pogorszenie oceny działania leku. Uczestnik eksperymentu mógł, przykładowo, dostać w jednym tygodniu kopertę z nazwą leku i placebo umieszczonym w środku i ocenić działanie kuracji jako wysokie. Podczas, gdy w następnym tygodniu dostawał kopertę z prawdziwym lekiem i napisem „placebo”. Działanie takiej kuracji oceniał jako słabsze.

  3. Dwie ostatnie nie były oznaczone w żaden sposób. W rezultacie osoba je stosująca mogła mieć neutralne oczekiwania wobec kuracji. Warto jednak pamiętać, że podobnie jak w pozostałych przypadkach, także i tu: w kopercie znajdował się lek lub placebo.

Po przyjęciu tabletki uczestnicy eksperymentu otrzymywali ankietę, w której mieli za zadanie określić moc odczuwanego bólu na skali od 1-10. Okazało się, że stosowanie kapsułki z koperty opisanej jako „placebo” nie dawało większości z nich ulgi. Badani nadal upierali się, że ich migrena jest znacząca – i to niezależnie od tego, czy faktycznie przyjęli placebo, czy też lek.

Co ciekawe, stosowanie kuracji zamkniętej w kopercie z nazwą przynosiło dokładnie odwrotny skutek. Uczestnicy eksperymentu jednoznacznie stwierdzali, że ich stan poprawił się. Oczywiście, także w tym wypadku, połowa z deklarujących lepsze samopoczucie, korzystała z pomocy placebo. To jednak nie przeszkadzało im odczuwać poprawy…

Słowa lepsze od leków

Już tylko po tym jednym przykładzie widzimy dosyć dokładnie, że wyobrażenie chorego na temat skuteczności stosowanej kuracji jest niezwykle istotnym czynnikiem leczniczym i terapeutycznym. W zasadzie moglibyśmy pokusić się o stwierdzenie, że sama świadomość przyjmowania leku (nawet jeśli faktycznie jest to tylko placebo), zwiększa szansę wyzdrowienia o połowę. To zaskakująco dużo.

Zadajmy sobie jednak kolejne pytanie – czy za lepsze wyniki w leczeniu może być odpowiedzialny, generalnie, autorytet?

Uważny czytelnik zapewne już zna odpowiedź na to pytanie. Jak pokazują badania informacje, jakie pacjenci otrzymują w gabinecie lekarskim są co najmniej tak samo istotne, jak działanie leku! Potwierdzono to podczas eksperymentów, przeprowadzonych na lekach przeciwbólowych. Im lepsze opinie na temat kuracji płynęły z ust lekarza, tym skuteczniejsza okazywała się zastosowana terapia.

Rozbudzone przez lekarza oczekiwania „poprawiały” działanie leku. Im nadzieje pacjenta, związane z kuracją, były wyższe, tym szybciej i łatwiej pozbywał się on dolegliwości – m.in. wspomnianego wcześniej migrenowego bólu głowy. W tym wypadku działało to zresztą na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Dlaczego?

Ponieważ większa wiara w skuteczność leku i jego szybsze działanie, doprowadzała do dłuższych przerw w bólach (lek „działał” dłużej). Te, natomiast, powodowały rzadsze ataki migreny i… mniejszą potrzebę zażywania leków. Innymi słowy: człowiek, któremu dokuczała migrena z czasem odczuwał jej negatywne skutki coraz rzadziej.

Lek Placebo, czyli… najlepszy?

Wszyscy wiemy mniej więcej czym jest efekt placebo. Podawany choremu lek, z czysto technicznego punktu widzenia, wcale nie jest medykamentem. Jednak, jeśli przyjrzeć się temu z perspektywy oczekiwań pacjenta – i, przede wszystkim, efektów przyniesionych przez kurację – może on się okazać lekiem nawet, gdy składa się jedynie z cukru. Ostatecznie liczy się przecież to, że wyzdrowieliśmy, a nie jak wpłynęły na to „substancje aktywne”, zawarte w kapsułce.

Połączmy to teraz, omawiany efekt placebo, z lekiem o faktycznym, potwierdzonym laboratoryjnie działaniu przeciw chorobowym. Wydaje się, że taki medykament powinien mieć dwukrotnie wyższą skuteczność, jedynie dzięki zastosowaniu odpowiednich środków perswazji przez lekarza.

Czy tak jest faktycznie?

To bardzo możliwe. Badania sugerują, że samo użycie autorytetu lekarskiego i zbudowanie odpowiedniej otoczki wokół tabletki daje zadowalające efekty. Okazuje się bowiem, że pacjenci odczuwają poprawę nawet w przypadkach, gdy zostają poinformowani, że stosowana przez nich kuracja… to placebo. Nie ma to znaczenia w obliczu pozytywnych informacji od lekarza.

A co z etyką?

Tu pojawia się ostatnie, najtrudniejsze i najważniejsze pytanie: jak rezultaty tych badań mają się do lekarskiej etyki? Czy godzi się, by lekarz oszukiwał pacjenta – mówiąc mu o niesłychanej skuteczności leku – tylko po to, by ten szybciej powrócił do zdrowia? Czy nie jest to wprowadzaniem w błąd chorego? Czy nie pozostawia pola do manipulacji, łapówkarstwa, oddziaływania koncernów farmaceutycznych?

No i wreszcie najważniejsze: Czy pozostawia lekarza bez winy, jeśli zachwalana przez niego kuracja przyniesie zgon pacjenta?

Na te pytania, naturalnie, nie uda nam się odpowiedzieć w sposób jednoznaczny i ostateczny. Już choćby dlatego, że żaden przypadek (nawet migreny) nie jest taki sam. Zbyt wiele różnych elementów trzeba by wziąć pod uwagę ferując tego typu wyrok. Tak to już jest w życiu, że nic nie jest tylko czarne lub całkowicie białe. W tym wypadku natomiast odcieni szarości jest tak wiele, że dałoby się nimi obdzielić całą polską służbę zdrowia…

Jeśli jednak nadal trapi Cię to pytanie, chcesz poznać inne tego typu zagadnienia, dowiedzieć się więcej na temat naturalnych metod leczenia, niekonwencjonalnych środków leczniczych i niebezpieczeństw, towarzyszących standardowych praktykom medycznym, to koniecznie zapoznaj się z magazynem „Dr Medicus”. Wiedzy nigdy za mało, a już szczególnie tej dotyczącej zdrowia Twojego i Twoich bliskich!